Dlaczego tańczę z Aniołami. Kilka słów o prawdzie.

 Ze wstępu    Dlaczego tańczę z Aniołami. 


                                                      Anioł jest we mnie, a ja w Aniele.
Razem tańczymy ten taniec...
Splecione skrzydła i dłonie.
Ból i tęsknota.
Jego nieskończoność, a moja nad nią zaduma...

On unosi mnie ku niebu,
 Ja  poświęcam me stopy, by dotykał Ziemi.
 On moimi zmysłami odczuwa piękno,
Ja jego mocą troskę i współczucie…

Anioł oddaje mi Siebie, a ja oddaję się Jemu.
I tak, po wielokroć, życie się wypełnia…

Aniele Boży Stróżu Mój
 odnajdźmy się na nowo
  i zatańczmy nasz wieczny taniec.
                                                           Niech życie znowu się wypełni.
Ja cała oddaję się Tobie...

  
 Niebo nie jest ulotną fantazją i tęsknotą. Jest bardziej realne niż Ziemia.
Wystarczy tylko byś przestał śnić iluzję oddzielenia, a Anioł w Tobie sam rozpościeli skrzydła. Wtedy wzlecisz w nieskończone przestworza i nic Cię nie powstrzyma… 

          Poprzez anielską miłość wzrastamy i zataczamy kręgi nieskończoności. Jej szeptem budzimy się na nowo z uśpienia duszy, bo choć życie ziemskie pędzi ku materii, to Anioł nieustannie czuwa nad nami i zawezwie- poczekaj, nie tędy droga. Przechowuje dla nas wieczne skarby bożej mądrości i uczy, jak je przyjąć. Wie jak trudno, wie jak boli, bo sam doświadczył człowieczeństwa i pamięta. Dlatego tak nas kocha i nigdy nie ocenia, a  w jego oczach nie ma dla nikogo pogardy, tylko miłujące zrozumienie. Miłujące...

       Kiedy jesteś pokulony i zalękniony, to po prostu, go zawezwij. Musisz mu się jednak oddać, otworzyć serce na oścież. Anioł nie zagra z Tobą w ziemską w grę - domyśl się, boję się, jestem zraniony, więc chowam się do wewnątrz. Musisz wyjść mu na przeciw i powitać zawierzeniem, bowiem anielska miłość przychodzi tylko wtedy, gdy jesteś gotów stanąć w prawdzie i przyjąć ją całym sobą. Obejmujesz już samego siebie miłującą uwagą i o miłość poprosisz...

   Anioł nie dzieli istnień na osoby, odejdzie także, gdy zobaczy w Tobie gniew i zrozumie, że odrzucasz lub nie kochasz siebie. Jest ze wszystkimi jednością, dlatego odczuje to, jakbyś nie kochał i Jego. Oddala się więc, wraz z Twoim, od siebie samego oddaleniem. Po prostu nieustannie szuka miłości a, gdy jej nie odnajdzie, to wyrusza dalej, by znaleźć pokarm dla swej anielskiej duszy i nikt nigdy go wtedy nie przekupi, nie zniewoli, nie zatrzyma. On niesie w sobie samego Boga, wie i widzi wszystko. Jest wolny...

       Jeśli  naprawdę głęboko miłujesz siebie i bliźnisz, to Aniołowie już z daleka widzą jaśniejącą łunę twego blasku i sami Cię odnajdą. Nie musisz nawet nic powiedzieć. Aniołowie nie słuchają słów, tylko czują bicie ludzkich serc oraz widzą świetliste aury.
Taka ich natura. Są pełni światła i ku światłu podążają. Dlatego, jeśli upadniesz  lub osłabniesz na drodze życia Anioł już sam podnosi Cię z kolan. Przecież uwielbia unosić, a jego miłość jest nieskończona. Nie musisz na nią zasłużyć, to dar bezwarunkowy...

  Czasem Aniołowie kochają Ciebie i mnie tak bardzo, że odpinają swoje anielskie skrzydła i na zawsze schodzą ku Ziemi. Widziałeś ich tysiące. Maleńkie Aniołki o błękitnych oczach, krzyczące z przerażenia. Tam w niebie przecież nie tak, to wyglądało. Dlaczego ten ból jest tak wielki, dlaczego tak mało dla mnie pokarmu i miłości? Dlaczego muszę na coś zasłużyć i o coś się starać, gdy tam miałem wszystko, tylko dlatego, że istniałem? Na ich niewinnych twarzyczkach pojawiają się złociste łzy rozżalenia i niewypowiedzianej wprost w ludzkim języku tęsknoty.

  Niektóre z nich cierpią tak bardzo, że szybko odchodzą. Jakaś matka w rozpaczy zapali  wtedy świeczkę, a ktoś inny napisze- Wieczne odpoczywanie.
 A Aniołek przecież się raduje. Powrócił do domu Ojca Swego. Nie jest w iluzji śmierci, tylko swobodnie podróżuje poprzez portale świadomości. Dlatego Anioły są wieczne, a w godzinie ich śmierci, w niebie rozbrzmiewa cudowny chichot. Na dworze spadnie śnieg, lub ożywcza mżawka z łez radości, a nie smutku. Potem na niebie pojawi się cudowna tęcza. Dokonało się, połączył się z Bogiem, odnowił Święte Przymierze...

      Inne Anioły pozostają na Ziemi na dłużej i ja znam takiego jednego, nieustannie głodnego miłości. Trochę  unosi się nad Ziemią i często gubi to, co powstaje z materii. Pilnuje bowiem wewnętrznego światła i tylko o nie zabiega.
 I  choć ma już swoje lata, to wciąż, jak dziecko beztrosko gania za motylami wielobarwnych tęsknot, karmiąc się ulotnością nierealnych marzeń.
Wiecznie pragnie czegoś więcej, choć sam nie wie jeszcze do końca,  co mu  w duszy gra i w jakim kierunku  podążać. Nie można go za to winić, ani uziemiać.  Po prostu  pamięta skąd przyszedł i całym sobą tęskni za dawnym, niebiańskim rajem.
 Jest więc trochę zagubiony i czasem płynie pod prąd.  Na przykład gdy inni robią ziemski biznes, on wypatruje tęczy lub nasłuchuje ptasich, niebiańskich chórów.
Przyzwyczajony do boskiego światła nie zawsze potrafi wzlecieć i odnaleść się w  ziemskim mroku. Gdy tylko poczuje się przez kogokolwiek zraniony, by zatańczyć ze złem człowieczy taniec przebaczenia i pojednania, natychmiast kuli  swoje anielskie skrzydła i zapada się w  studni samotności. Mówiąc po ludzku, odlatuje, chowając się do egoskorupy gniewu, żalu  oraz zawiedzionych oczekiwań. Wypełznie z niej, dopiero,  gdy  naprawdę poczuje bolesną ciasnotę i  wtedy pozwoli, by bracia aniołowie  otulili  go nową nadzieją. Na nich również potrafi się obrazić. 
Na szczęście  ich miłosierdzie i zrozumienie są nieskończone, więc  tak, czy siak, zawsze po nocach pełnych łez przychodzą dla niego słoneczne poranki.
Chociaż nikt nie wie, ile w nim bolesnego oddzielenia, bo tu na Ziemi tak rzadko, ktoś obejmuje go całym sobą, to na swój sposób jest szczęśliwy i spełniony. Ma przecież barwną, artystyczną duszę i by nie pogrążyć się w szarości codziennych zdarzeń, potrafi pokolorować obrazy ziemskiej egzystencji  anielskimi wzruszeniami i miłosnymi fantazjami. Dzięki  temu odnajduje również zapomniane prawdy tam, gdzie inni widzą tylko człowieczwe trudy i cierpienia.

   Całym sercem miłuje także ziemską przyrodę. Każdego poranka  pędzi do lasu i jest  niewypowiedzianie wdzięczny za nieskończone cuda, doświadczania ludzkimi zmysłami,  lekkości powietrza, ciepła słońca i chłodu ziemi. Przytula drzewa, błogosławi ptakom oraz szepce rzekom miłosne zaklęcia.
Gdy innym wydaje się, że po prostu stoi i patrzy w słońce, on tańczy w duszy taniec  uwielbienia dla swego stwórcy i doskonałości jego dzieła. Przechodząc  cichutko obok niego usłyszysz szept- Za łaskę mego istnienia dziękuję Ci Panie, albowiem ty jesteś światłem mej światłości i miłością serca mego. Ku Tobie zwracam moje oczy i Ciebie wyglądam...

  Dla osłody ziemskiej egzystencji ma  też jednego małego aniołka, choć przydałoby się więcej. W boskim zamyśle właśnie dla niego porzucił lekkość rajskiego bytu  i skulił się do rozmiaru człowieczej ego skorupy, by zaistnieć na ziemskim planie jako miłość.
       I tak, choć w niebie był nieskończony i wielki, to myślał- ile tu koloru, smaku, dotyku i dźwięku, a bliżej nieokreślone tęsknoty i namiętności  nieustannie zwracały jego błękitne oczy ku Ziemi. No i ten taniec. Gdyby tylko mógł, przetańczyłby całą wieczność. Uwielbia, jak  jego ciało staje się na lekkie, ulotne, subtelne i wiruje. 
  Zechciał  więc na nowo, jak ziemscy bracia i siostry, stać się gęstszy i materialny, być w pulsującym, cudownym rytmie wszechświata- rozrastam się i  rozpraszam, zagęszczam się i koncentruję.  
 W związku z tym, wszystko rozumiejący, potężny umysł zamienił na mały, człowieczy rozumek i czujące ciało. Teraz widzi  z ograniczonej perspektywy ludzkie cele i ku czemuś dąży, dotyka i pragnie, czuje i pożąda. Coś za coś...

...Musi teraz nieustannie wsłuchiwać się w szept swojej duszy i oddawać się wyższej sile. Z samego siebie mógłby się  tu zagubić, bo w niebie, na prawdę, wszystko było inaczej. Nie doświadczano tam bolesnego dualizmu. Wielkości nie poszukiwano w małości, a doskonałości w niedoskonałości. Nie jednocześnie oznaczało Tak. Nikt nikogo nie znieważał, nikt nikomu nie złorzeczył, nikt nikogo nie umniejszał, nikt nikogo nie kopał, nie popychał...
      A on sam nie pragnął niczego więcej, niż było mu dane. Po prostu sobie był- istniał, tańczył, beztrosko kochał, radował się  i wszystko było dla niego tętniącą prawdziwym życiem, boska, nieskończoną energią.
  Troszkę się więc, oszukał, bo nie zmierzył siły na zamiary. Miał  przecież naprawdę wielkie cele, a tu, wszystko krok po kroku. Tam tak łatwo kochał, bo kochał ze swej miłosnej natury. Nic go to nie kosztowało, nawet nie oczekiwał zapłaty. Wszyscy tak kochali, więc nigdy, nikomu nie brakowało miłości. Aż się przelewało. A tu, jak nie masz źródła w sobie, to czasem straszna pustynia.    
Na szczęście pozostało mu we wszystkich i we wszystkim, odczucie subtelnej, boskiej  prany, choć inni mają go za dziwaka. Ale nie jest tu dla chwały i poklasku. W  swej anielskiej istocie kocha  i postrzega sercem, a nie rozumem...

     No cóż, można tak marudzić i szukać pomyłek w nieskończoność, ale lepiej brać się do pracy i urządzić na Ziemi swoje małe niebo. Namalować od nowa tęczę utkaną z realnych pragnień. Objąć ciało i umysł miłością, pobłogosławić bólowi, dawnym błędom, smutkom oraz lękom. Jak ktoś wiecznie latał, to nie dziwne, że teraz się potyka, jak ktoś był tak blisko słońca, to nie dziwne, że czasem czuje się jak w mroku…
      
    Na szczęście wieczorem można ogrzać serce oraz oświetlić duszę blaskiem świec i modlitwy. Podziękować i poprosić. Jako w niebie tak i na Ziemi.Rano wystarczy rozjaśnić wszystko nadzieją i  patrzeć na to, co przyniesie nowy dzień oczyma anielskiej miłości i ekscytacji. Gdy nadejdzie Boże Narodzenie choinkę wystroić anielskim puchem i obwiesić pachnącymi piernikami w kształtach serc. Wystawić zdjęcia oraz figurki innych Aniołów i co roku kupić nową.
      Jak, tak spojrzeć, to wszystko, w końcu staje się anielską miłością, a kiedy powróci smutek, to wystarczy zawezwać Anioła i znowu z nim zatańczyć...

Dlatego tańczę z Aniołami, bo ja i Anioł, to jedno. 

                           Z rozdziału Kilka słów o prawdzie

Wędrując w labiryncie życia
miej nić w sercu.
To ona poprowadzi Cię
po schodach wzrastania.
Idź powoli, a odnajdziesz swój środek.

To Twoje przeznaczenie.
Pojmować od nowa,
to, co wiesz od zawsze.
Budzić się, rozwijać,
kochać, emanować ...

To słowa klucze.
Zgromadź je w sobie. 

To twój jedyny skarb…

 Anielskie przesłania.

Sensem ludzkiej egzystencji jest zawsze brak sensu. Oznacza to, że wszystkie doświadczenia i formy, w których przejawia się Boże istnienie,  są w swej naturze neutralne.
To człowiek nadaje im własną, subiektywną interpretację. Wartościuje  oraz określa ich sens, skupiając uwagę na pozytywnych, bądź negatywnych aspektach. Rzeźbi, lepi z uniwersalnej gliny arcydzieło samego siebie i własnego życia...

 Taka jest również istota człowieczeństwa. Z natury nikt nie jest ani dobry, ani zły. Osobowość  ludzka jest  bowiem, plastycznym surowcem, podlegającym dynamicznym zmianom, zależnym od potrzeb i możliwości każdego z nas.

Twoją największą iluzją związaną z poczuciem winy jest to, iż myślisz, że nie jesteś dość dobry, wart nieskończonej Bożej Miłości. To oddziela Cię od Boga i nie pozwala przejawiać się w Tobie jego Prawdzie oraz bezwarunkowej miłości...

Pozbądź się iluzji posiadania czegokolwiek i kogokolwiek. Tak naprawdę, niczego i nikogo nie możesz mieć na własność, nawet samego siebie. Możesz tylko doświadczać. Posiadać bowiem, oznacza zniewolić, zatrzymać w bezruchu, a wszystko jest zmianą i płynie. Wtedy Bóg i  sama Prawda doświadczą się w Tobie.

Wyzwól się z nawyków oceniania i stawiania sobie oraz innym nadmiernych wymagań. Bądź tu i teraz. Doświadczaj poprzez miłość, a każde zdarzenie okaże się twoim dobrem.
  
Poszukując prawdy w innych i w mądrych księgach, możesz tylko przyspieszyć kroku, ale nie osiągnąć celu podróży. Albowiem tylko Ty sam posiadasz wewnątrz serca swoją prawdę i JESTEŚ PRAWDĄ...

Prawda jest również świadomością iluzji twoich dualnych ograniczeń.
Daje Ci MOC przekształcania problemów i przeszkód w drogowskazy konieczne na drodze duchowego rozwoju. Wyzwala siłę i boską, anielską wolę podążenia we właściwym kierunku.

Z każdą chwilą możesz od nowa napisać księgę swojego życia. Jedynie czego potrzebujesz, to zawierzenie Miłości, a słowa same popłyną przez Ciebie ku Prawdzie, radości i spełnieniu...

Płynąc z nurtem swojej prawdziwej istoty, możesz podróżować bez końca i nigdy nie zagubić celu. Jesteś bowiem sterem, żeglarzem i okrętem jednocześnie. Jesteś orłem w niebiańskich przestworzach, a one, tak jak Ty, nie mają końca...

 Kto poszukuje ziarna prawdy, już ma w swoim duchowym ogrodzie cudowne drzewa samopoznania oraz wonne kwiaty zrozumienia. Są w nim również motyle ulotnych wzruszeń i ptaki boskiej wolności. Gleba jest żyzna i rodzi mu na zawsze, we wszystkim wielką obfitość...

Czasem, by gdzieś dojść, musisz na dłużej przystanąć. W zadumie okazać się bowiem może, że kierunek drogi był niewłaściwy i należy zawrócić. Gdy wędrujesz świadomie, powrót i tak jest zawsze pójściem na przód...

Poznawaj  i doświadczaj  rzeczywistości  SERCEM, a nie UMYSŁEM. Z poziomu umysłu zawsze dokonujesz ograniczenia, z poziomu serca zaś, wszystko jest nieskończone, więc możliwe nawet wbrew wszelkim, logicznym ograniczeniom. To Twoje serce, a nie ludzki intelekt ma anielską MOC czynienia cudów.

Choć twój umysł tkwi w dualizmie materialnego świata i ocenia, to twoje serce zanurzone jest w boskiej miłości i wszystko akceptuje.
Łącząc serce z rozumem stajesz się doskonałą, akceptującą świadomością i choć oceniasz, to jednak wszystkich kochasz.

Osoba poznająca prawdę staje się na zawsze wolna. Wie bowiem, że wolność, to stan jej ducha, poza zewnętrznymi pozorami zniewolenia i ograniczeń. Gdy umieszcza się w schematach lub pozwala innym się zniewalać,  robi to świadomie, jako akt swej, wolnej woli. Więc, wbrew pozorom, na zawsze pozostaje wolna.

 Poszukując światła na zewnątrz, na zawsze możesz pozostać w mroku. Bowiem Ty sam jesteś Światłem, a latarnią nadającą Ci kierunek jest twoje serce. Już teraz rozświetl swoją duszę miłością...

Prawda to nie tylko doświadczanie cudów i boskości, ale przede wszystkim świadome bycie w dualizmie codziennego, prozaicznego człowieczeństwa. To spojrzenie na to, co tu i teraz, nowymi oczyma akceptacji i miłości.

 Tylko Miłość uczyni Cię zwycięzcą życia. Jesteś tu po to, by wbrew wszystkiemu stanąć w prawdzie i pokochać. Miłość i prawda to JEDNO. Zjednoczony z miłością, jednoczysz się ze wszystkim i wszystkimi. W prawdzie i w sercu TY I BLIŹNI TO JEDNO.

Nie wypatruj nieustannie lepszych chwil, ale uczyń nimi swoje wieczne teraz. Inaczej na zawsze będziesz w wiecznym niedosycie. Iluzją, bowiem jest to, iż jakakolwiek chwila jest ważniejsza od drugiej…

 Brak oznacza zawsze miejsce dla czegoś nowego, tak jak rozstanie jest szansą dla  kolejnej miłości. Po smutku zawsze przychodzi radość, a po tęsknocie spełnienie. Bez ziemskich pragnień i podążań nie chciałoby Ci się bowiem, wyruszyć w anielską  drogę...

Wiedzieć nie zawsze znaczy rozumieć i czuć. Bowiem wiedza bez miłości i świadomości nie jest mądrością, a tylko  kolejną iluzją  pychy i oddzielenia.

 Jedyną możliwą i zależną od Ciebie zmianą jest przemiana twojego serca.  Nikt bowiem, nawet sam Jezus Chrystus, nie ma mocy zmiany innych. Dlatego Boga i jego boskiej mocy kreacji świata poszukiwać musisz w sobie samym. Jesteś jednak prowadzony i wspierany…

 Prawda jest tym samym, co miłość, radość, spokój, przebaczenie i zawierzenie…
Już teraz pozwól jej wiecznemu ziarnu, zasiać się w Tobie…


          Życie ludzkie, to popękane zwierciadło czasu. Codziennie składaj                                  je od odnowa, a ujrzysz twarz własnego istnienia...
                                    


          Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, to wszechświat nieustannie przyśpiesza i podnosi swoją wibrację. Chcąc pozostać w harmonii z jego energią, wchodzącą obecnie w obszar anielskiej, absolutnej miłości i świadomości, musimy patrzeć coraz szerzej  oraz kochać coraz głębiej. Bowiem, tylko podążając zgodnie z rytmem  globalnych przemian, otwierając na nie nasze serca i umysły, równocześnie wchodzimy na drogę prawdy.
      Sensem ludzkiego życia jest przecież nieustanne dążenie, pielgrzymowanie do źródła, droga, a nie jej cel...


     Poznawanie prawdy  i odkrycie samego siebie przypomina trochę mozolne układanie metodą prób i błędów, niezliczonej ilości maleńkich puzzli w obrazie całości siebie. Jest jak wyruszenie w podróż bez końca, bo nasz cel, w kontekście wzrastania samoświadomości, jest nieskończony i samorozwijający się. 
  Wymaga od nas powrotu do praźródła, oderwania się od zdobyczy cywilizacji i  ponownego, głębokiego zanurzenia się w sobie. Jest też wejrzeniem w ciszę, w bezmiar duchowej egzystencji, ponad przemijającym, śmiertelnym ciałem, umysłem, czasem i materią. Najpiękniejszą podróż życia odbywamy bowiem, zawsze do własnego wnętrza.... 
     Jesteśmy w niej samotnymi pielgrzymami, tancerzami  wirującymi w takt odwiecznej tęsknoty serca. Nikt inny, tylko my sami wyznacza nasz rytm i określa sens codziennych zmagań z  z iluzją ego oraz  mrokiem zapomnienia  głosu  wewnętrznego anioła. Usłyszenie go jest  dla nas jak nagły przebłysk słońca w mroku pogrążonego  w  racjonaliźmie umtysłu i powoduje ponowne uwolnienie się  naszej świadomości.
 Następuje również połączenie  się z własną duszą i odzyskanie poczucia utraconej ze wszystkimi i z wszystkim jedności. Jednocześnie otwiera się kanał przepływu ważnych informacji i przekazów,  jak podążać dalej...

  Od teraz nic nie pozostaje już takie, jak dotychczas. Przebudzenie powoduje, że zaczynamy we wszystkim wyczuwać subtelny dotyk nieskończonej, boskiej miłości. Dzięki niej przyśpieszamy kroku... Wszystko wreszcie staje  się celowe  i odnajduje swoje właściwe miejsce oraz proporcje, nabiera nowych barw, zapachów, dźwięków, kolorów i anielskich emanacji. Staje się autentyczne, ważne, żywe, przestrzenne i wyraziste.
  I choć czasem zagubiony umysł buntuje się, pragnąc powrotu do bezpiecznych schematów myślowych, to pomimo tej niepewności musimy podążyć dalej. Mamy już  przecież nić w labiryncie. Możemy, więc tylko przystanąć. Dawna droga nie ma już dla nas tak pulsującego życiem kolorytu.    
  Wciąż i na nowo, pragniemy teraz anielskimi zmysłami poznawać przestrzenne krajobrazy wielowymiarowej, duchowej rzeczywistości…

 Również nasze przebudzone serce dąży do zanurzania się w obejmującej wszystko i wszystkich, bezwarunkowej miłości. Gołe stopy chcą czuć odzyskane połączenie z cudowną Matką Ziemią, a ramiona być anielskimi skrzydłami i unosić nas wysoko ku niebu…

    Przebudzenie jest więc trochę, jak zmiana starego ubrania. Choć przez chwilę jesteśmy w chłodzie, zagubieni i nadzy, to po chwili świadomego wyboru przyodziewamy się w nowe, piękne, anielskie szaty. Czujemy się cudownie, świeżo, lekko i zwiewnie.
Poznaliśmy wreszcie własne źródło, cel, przyczynę i skutek. Określiliśmy znaczenie Ego i rozumiemy,  że jest tylko i aż, umieszczonym w fizycznym umyśle narzędziem ducha do poznawania dualnego wszechświata, a nie nami samymi. Znika iluzja śmierci i ograczeń.
Widzimy teraz świetliste przejścia, przemiany, ponowne narodziny, nieskończone, anielskie cykle i kręgi wzrastania. Codzienne zdarzenia zamieniają się nam w  karmiczne  lekcje do przerobienia, a ból i cierpienie, w konieczne na ścieżce samopoznania i uwolnienia się drogowskazy.
  Nie czujemy już tak  jak dawniej dokuczliwego pragnienia. Możemy podążać, kiedy pali nas słońce i kiedy zapada zmrok. Źródło  życia jest teraz w nas i poza nami, a jego wody są wieczne.
 Boskie Światło rozświetla nasze wnętrze, ale również drogę na zewnątrz, a gdy jesteśmy zmęczeni, to miłujący bracia Aniołowie już sami nas unoszą, bo i ich raduje nasze wzrastanie. Doświadczają łaski kochania nas, a my bycia kochanym, bo choć stali przy nas zawsze, to nie było w nas podczas śnienia, przyjmującej ich dary świadomości.
A przecież, kiedy na Ziemi przyśpiesza człowiek, to i Anioł w niebie wzlatuje coraz wyżej. A przecież, kiedy człowiek zrozumie, to i Anioł w niebie doświadcza więcej.
  Prawda  jest  bowiem dla  nas  anielskim darem, subtelnym odczuciem, czymś, czego nie można określić, nauczyć, ani posiąść, staje się wciąż na nowo Tu i Teraz.  To nasz wyjątkowy i intymny kontak z mądrością Boga oraz z jego wszechogarniającą miłością. Trochę, jak osobista drabina, prowadzącą nas na wyższe poziomy duchowej, intelektualnej i moralnej egzystencji. Ilość i rozstaw szczebli ustalamy sami, w zależności od naszych potrzeb i możliwości. Gyd kupimy gotową drabinę, utworzoną z religijnych schematów, możemy się zagubić i na długo utknąć w martwym punkcie. Nie pasuje nam bowiem, ani wysokość, ani szerokość szczebli. Doświadczamy wtedy bardzo bolesnego oddzielenia od nieskończonego źródła boskiej mocy, bo choć przyszliśmy tu dla miłości, wzrastania i radości, to możemy czuć się grzeszni, niegodni, niezasługujący, mali, skazani na męczeństwo i cierpiętnictwo. Prawda jest bowiem MIŁOŚCIĄ wyrażającą się  poza schematem, a wszystkie duchowe drogi stają prawdziwe, gdy szukamy sercem, a nie rozumem. Na zewnątrz możemy ją określić i dostrzec tylko po wewnętrznej przemianie tego, który jej doświadcza: spokoju, równowadze, harmonii, miłości, radości, ekscytacji, świadomości, zdrowiu, obfitości, otwartości.
      Jak zatem  wędrować i rozwijać się, skoro nie istnieją uniwersalne drogowskazy i drogi dojścia?
     Należy zrozumieć,  że prawd dotyczących wszechświata nie poznajemy w sposób czysto racjonalny, a narzędziem naszego poznania  jest nie tylko rozum, ale serce i wyższy umysł. Musimy więc zapytać o nie własnej duszy i oddać się ciszy.
Dopiero w indywidualnym, szczerym kontakcie z samym sobą, odkrywamy, że na dnie  nszego serca, od zawsze i na zawsze, zapisano już wszystkie uniwersalne prawa.Tu również znajdują się anielskie drogowskazy dla naszej duszy pragnącej zanurzyć się w wibracji wyższej miłości i zatańczyć taniec nieśmiertelności.W sercu jest nasz mistrz i nauczyciel, nić prowadząca nas przez labirynt życia. Prawdą staje się sama droga, a celem wędrowanie na coraz wyższe poziomy świadomości. Dlatego wielcy mistrzowie często milczą, zasilając świat miłującą uwagą. Wiedzą bowiem,  że żaden uczeń nie odnajdzie prawdy w cudzych słowach. Bowiem PRAWDA jest tożsama z MIŁOŚCIĄ, więc im więcej w naszym przebudzonym sercu wibracji miłości, tym szybsze  będzie tempo naszego duchowego rozwoju i samopoznania. Droga nie jest prosta, ale Bóg- Źródło Życia zawsze kieruje ku tym, którzy o to poproszą, Aniołów, przewodników, mistrzów i opiekunów. Nigdy nie jesteśmy sami. Nieustannie zasila nas pozytywna energia i otrzymujemy boskie przesłania, dzięki którym widzimy, że to w wyniku oddzieleniu od naszej Boskiej Wyższej Istoty, cyklicznie doświadczaliśmy zawiści, lęku, gniewu, czy iluzji śmiertelności. Nasze cudowne, ponowne połączenie przerywa ten wielokrotnie po omacku zataczany, bolesny krąg. Człowiecze cierpienie maleje, stając się kruche i ulotne wobec wiecznej miłości.  Anielska świadomość i intuicja zaczynają górować nad  człowieczym intelektem  oraz racjonalizmem. Zmienia się i oczyszcza nasze fizyczne ciało oraz poszerza aura...

    Wchodząc na drogę prawdy równocześnie zachowujemy boski rytm i podtrzymujemy  wieczny puls wrzechświata. Stajemy się jednocześnie uczniem i nauczycielem. Uczymy się i nauczamy. Kochamy i jesteśmy kochani, wolni i samozniewalający się. Mamy boską, anielską więź z wszystkimi jak i człowieczą odrębność. Cudownie falujemy i ewoluujemy, zataczając osobisty krąg, ale w kontekście bycia jedną, wielką, globalną rodziną. Wreszcie ponad podziałami, ponad systemami, manipulacjami i zniewoleniami politycznymi.
   Z ufnością zanurzamy się w  Mądrości  Źródła  i czujemy boską Jedność. Rozumiemy , że nasze cele są wspólne, a potrzeby duszy wyznacza nam serce, a nie rozumZ miłością i  oddaniem dostosowujemy się do Praw miłującego Boga stając się autonomiczną częścią  Jego nieskończoności.  Czujemy  tym samym  w sobie nieograniczona  boską siłę i nieśmiertelność.  Zło, gniew, lęk, czy zawiść stają się  wreszcie tylko ludzkim, przemijającym doświadczeniem naszego wewnętrznego Anioła. My zaś  jako całość czujemy się wieczną  jednością ze światłem i miłością.
      Ważne jest dla nas zachowanie synchronizacji między wyjściem poza Ja i poznawaniem uniwersalnych, boskich prawd, a naszym człowieczym, codziennym życiem. Wzrastając ku górze musimy bowiem zapuścić silne korzenie w ziemi, inaczej grozi nam susza i złamanie…                                                                             
Dopiero  wtedy rozwijamy się  harmonijnie, łącząc duchowe i mistyczne doznania z zaspokajaniem podstawowych i emocjonalnych potrzeb TU i TERAZ. Następuje prawidłowa wymiana energii.  Anioł przy nas doświadcza ograniczonych ludzkich aspektów, a my przy Aniele nieograniczonej boskości.

     Niestety wielu z nas nie jest jeszcze gotowa na  pełne otwarcie serca i umysłu. Stoi w bezruchu lęku i racjonalizmu, brnie w ślepe uliczki, tkwi w matrycach skostniałych poglądów  oraz starych programów na życie. Zastyga w przewadze gęstej materii i iluzji półprawd. Winniśmy to zrozumieć i z pokorą zasilać ich miłującą uwagą. Już samo kochanie, branie i dawanie miłości rozwija i uduchawia, a codzienne doświadczanie radości i wzruszenia podnosi wibrację matki Ziemi. Nikomu nie możemy bowiem podarować naszego przebudzenia, bo każdy śni swój, odmienny od naszego, sen. Żaden ślepiec nie założy przecież naszych okularów, bo gdyby nagle ujrzał w nich słońce Prawdy, to jeszcze bardziej by, się oślepił. Nawet tego nie chce. Możemy go tylko zachęcać, by patrząc najpierw w światło świecy, gwiazd, czy księżyca rozświetlił swoją duszę i oddał się chwilowej zadumie. 
 Może w locie ptaka doświadczy pragnienia wolności, a w oczach ukochanego, bezbronnego dziecka, ujrzy miłość. Może wraz z subtelnym muśnięciem wiatru poczuje nieskończoność i zanurzy się w rytmie wzrastania w falującej tafli morza. Nie nam to oceniać. Najważniejsze, że to my poszukujemy, znajdujemy odpowiedź, doznajemy uczucia bycia tu i teraz doskonałą świadomością, by po chwili ruszyć dalej, bo duchowe, spiralne wzrastanie naszej anielskiej duszy, nie  ma  dna i nie ma końca...

Gdy Anioł pozna prawdę.

Gdy Anioł pozna prawdę, to chroni ją i ceni jak największy skarb. Nigdy nie pozwala jej wygasnąć, codziennie rozświetlając ją samym sobą.  Jego złocista aura natychmiast jaśnieje i rozrasta się, a on sam jeszcze wyżej wzbija się w nieskończone, boskie przestworza. Wiedząc, że teraz jego skrzydła stają się coraz silniejsze natychmiast leci  nad bezkresne oceany i morza, dotyka gwiazd i księżyca, odczuwa moc i nieśmiertelność.  Na nowo połączył się ze swoją nie wypowiedzią wprost wielkością, siłą i pięknem.
    Jest od teraz wiecznie młody, wyrasta z lęku i małobycia. Staje się boski i sama boskość go prowadzi, zasila, wyraża się w jego wszystkich czynach i gestach.
 Odnalazł  wreszcie rytm własnego lotu, nadał mu kierunek.  Jeszcze szerzej widzi cały wszechświat i jeszcze  głębiej doświadcza cudów boskiego dzieła.  Choć odczuwa niewypowiedziany zachwyt i wdzieczność, to nie buduje świątyń, ani nie wiesza pozłacanych obrazów. Nie klęczy również na marmurowych posadzkach, tylko w radsości tańczy i śpiewa Swemu Stwórcy. Bóg nie jest dla niego ociekającym złotem bóstwem, ale najczystszą miłością, więc  w wolności  i szczęściu, szybując po  niebiańskich przestworzach,  błogosławi  jego  cudowne, nieskończone dzieła- ptaki, morza, kwiaty, istoty ludzkie, a najszczerszą modlitwą jest dla niego ponowne jednoczenie się z nim w geście troski, współczucia, rozumienia, przebaczenia i pokory. Anioł nie wie również co to kara, zawiść, przemoc, pogarda, kłamstwo, czy obłuda, albowiem wszędzie poszukuje  tylko prawdy i ku prawdzie podąża. Dlatego nie pogrąża się jak niektóre ludzkie istoty w otchłani piekielnego samopotępienia i smutku. Nieustannie obejmuje siebie i chroni przed wszelkim złem skrzydłami samoakceptacji i uwielbienia. Wie, iż nie jest swoimi uczynkami, cechami, czy kierunkami lotów. 
   Gdy zboczy ze swojej ścieżki i popełni jakiś błąd, to po prostu przebacza sobie głęboko. Rozumie, że dzięki temu, ma cudowną możliwość ponownego zwrócenia się ku Bogu i na nowo zjednoczenia się ze swoją Mocą. Błąd to dla niego tylko drogowskaz- nie tędy droga, a nie powód do odrzucania siebie i  zatracenia wewnętrznego światła.
Odważnie konfrontuje się więc z prawdą o sobie samym i bierze pełną odpowiedzialność za swoje czyny, myśli i słowa. Bardzo siebie kocha i we wszystkim docenia, choć nie wywyższa się i nie puszy. Bowiem nie ma w nim egoizmu, tylko zrozumienie,  kim jest na prawdę. Tak również traktuje swoich anielskich braci i siostry. Przebacza im wszystko, we wszystkim ich akceptuje, wspiera i miłuje. Widzi w nich bowiem samego siebie. On i inni to jedno, cząstka tej samej boskiej doskonałej całości...

   Gdy Anioł miłuje Boga, to po prostu mu się oddaje i zawierza całym sobą, a
On go prowadzi. Wtedy poprzez niego Bóg dokonuje czynów zbawienia. Dlatego Anioł  tak lekko znosi wszelkie cierpienie. Unosi go bowiem moc samego Źródła.          Z niewypowiedzianą wręcz miłością i błogosławieństwem ociera wtedy łzy płaczących, leczy wszelkie duchowe rany i przynosi nadzieję pogrążonym nawet w najgłębszym smutku. Swoją mocą potrafi podnieść paralityka z noszy, a ślepcowi przywrócić utracony wzrok. Dzieje się to za sprawą światła prawdy i cudu wiary, nie tylko z niego, ale poprzez niego się doświadczającej.Taka jego anielska posługa. Uczy bowiem i uzdrawia siebie oraz innych nie kazaniem, ale przykładem i miłością. Dlatego w anielskich społecznościach tak dużo światła, dobroci i  miłości, a tak mało obłudy i bałwochwalstwa więc, gdy któryś Aniołek zgrzeszy, to nikt nie straszy go piekłem, ani sądem bożym. Po prostu otula go skrzydłami troski oraz przebaczenia i pociesza. Potem z serca
 pokazuje mu w swoich czynach jak naprawiać popełnione błędy. Aniołki chętnie uczą się od siebie, gdy czują się kochane i ważne, a nie skazane na piekielne męki i potępienie. Uwielbiają wzrastać w miłości, rozwijać się, doświadczać. Tak sobie pulsują - raz trochę w dół, a raz wysoko do góry. 
  To przecież takie cudowne i ekscytujące, że niebo jest dla nich nieskończone, a miłość słodka i wieczna. I tyle boskich Anielic. Raj ponad raje. Wszystkie są magiczne, piękne i zmysłowe, jak oni są silni, mądrzy i odważni. Łączą się więc w pary, by szybować z podwójną mocą jeszcze szybciej, jeszcze wyżej...
Oj i czasem pojawiają się po tych lotach i wzlotach malusie Aniołki. Ale kto nie chciałby cudnego, grzecznego Aniołka. W prawdzie trudy wychowawcze to, po prostu banał. Wystarczy takie maleństwo regularnie zanurzać w źródle mądrości i powierzać Bogu. Przecież nie są sami, a Uniwersalna Księga Mądrości zawiera dla nich wszystkie najważniejsze przesłania. Małego wystarczy nauczyć czytać i sprawa załatwiona. Potem trochę potrenować z nim loty. I już sam doświadcza. Od czasu do czasu zerknąć, czy nie zgubił celu i odnajduje drogę do domu.

U Aniołów jest tak, że Aniołki należą do Boga, a rodzice Aniołowie mają tylko zaszczyt doświadczać cudu ich dziecięcej, radosnej obecności. Tu każdy jest wolny i tańczy swój taniec, jak mu w duszy zagra...
   
Dlaczego tańczę z Aniołami. Kilka słów o prawdzie. Dlaczego tańczę z  Aniołami. Kilka słów o prawdzie. Reviewed by Sięgnij do Natury on 04:52 Rating: 5

Brak komentarzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...