Z cyklu On i ona. o konieczności komunikacji własnych uczuć i potrzeb cz. V







































Kochani moi, jak pisałam wam wielokrotnie, sztuka bycia z innymi, w tym tworzenie relacji partnerskiej,  oparta  jest na byciu z samym sobą.  Zauważcie sami,  jak wiele naprawdę kochających się par przechodzi liczne cykle zbliżania się i oddalania, a ich uczucia zmieniają się, jak w kalejdoskopie. Raz są sobą zachwyceni, a  już po chwili, nie mogą na siebie patrzeć. Jednego dnia kochają się do szaleństwa, drugiego gniewają i sprzeczają o byle co. Dlaczego tak jest?

Dzieje się tak dlatego, iż każdy z nas może doświadczyć względem partnera wielu odmiennych uczuć: tęsknoty i zniechęcenia, podziwu i gniewu, wdzięczności i urazy, akceptacji i żalu. Pojawiający się w naszym życiu  partner pomaga nam, bowiem uzdrowić naszą duszę i wyzwala w nas wszystkie tłumione emocje, w tym te, z wczesnego dzieciństwa. Wobec tego jakieś słowo, czy gest, stają się wyzwalaczem zakodowanych w naszej podświadomości bolesnych przeżyć i przekonań np. nie jestem dość dobry, nie zasługuję na bezwarunkową akceptację, wszyscy coś ode mnie chcą...  Kłócimy się, więc o coś, z czym partner nie ma, tak naprawdę nic wspólnego. Wystarcza iskra i pożar gotowy.

W pamięci emocjonalnej mamy także zapisy karmy naszych przodków. Ich doświadczenia i wzorce wpływają, zatem na naszą zdolność bycia w związku z innymi i z samym sobą. Mówimy, dla przykładu: jaki ojciec, taki syn, albo moi rodzice też tak robili, w mojej rodzinie wszyscy się rozwodzą, moja matka nie kochała ojca, mam to po dziadku.... 

Paradoks polega na tym, że im bardziej kochamy naszego partnera, tym więcej ujawniamy dzięki niemu  negatywnych emocji i tym intensywniej oczyszczamy,, linię obciążeń wielopokoleniowych".

Piszę o tym dlatego, że sama mam za sobą dwie nieudane relacje. I choć bardzo kochałam moich partnerów, a oni mnie, to  dochodziło między nami do wielu bolesnych kolizji. Uczymy się, więc na błędach.

 Kiedy czułam się zagrożona, to do głosu dochodziły moje traumatyczne doświadczenia ze wczesnej młodości, na kanwie których pojawiało się błędne myślenie- nie zasługuję na miłość i szacunek. 
I tak, mój partner popełnił błąd, ja brałam go do siebie. Problem polegał na tym, że jeden był alkoholikiem, a drugi pracoholikiem, więc kiedy dążyłam do rozmowy o problemie, jeden  pił i znikał na kilka dni, a drugi cały czas coś robił, twierdząc, że przeze mnie nie może odnieść sukcesu... 
I tak, na własne życzenie, nabawiłam się jeszcze poczucia winy -  kiedy coś mówię, to  robię coś nie tak...
Oj, teraz lata upłynęły, a ja, kiedy mam do czynienia z mężczyznami i coś im tłumaczę, to często przepraszam, czuję się winna lub w ogóle unikam dłuższych konwersacji.
  Poczucie winy myliłam, bowiem z lekiem i urazą, stąd zostało ono  jeszcze nieprzepracowane i schowało się naprawdę głęboko- kując od czasu do czasu, jak drzazga w stopie. Niby idziesz do przodu, ale ciągle stajesz i coś Ci uwiera.
Problem  było również to, że błędy mojego partnera wyzwalały we mnie potrzebę kochania go jeszcze mocniej. Coś mi mówiło- mój mężczyzna, właśnie teraz, potrzebuje mnie najbardziej. Starałam się na siłę  tłumić w sobie dawne emocje i nie pozwalać im wypłynąć. Niestety, skutek był odwrotny- on czuł, że coś mnie boli, a ja nie mogąc mu pomóc np. leczyć się za niego, miałam chore poczucie winy. Przyciągałam, bowiem równie poranionych, jak ja sama mężczyzn.
 Ich zachowania miały mi pomóc w pozbyciu się bolesnych wspomnień i zmienić dawne wzorce na- jestem wspaniała i zasługuję na uczucie miłości, mężczyźni nie robią mi krzywdy, mogę polegać na swoim partnerze.

 Odkryłam to jednak, będąc  już sama i zaglądając głęboko do własnej duszy. Zatem wiem kochani, że nie sztuką jest udawać, iż nie mamy problemu, a ujawniać emocje i pracować nad nimi tak, by nie obwiniać i nie obciążać swojego partnera.


,,  By namalować obraz miłości, płótnem na które nałożymy barwy  zakochania, musi być  pokochanie i poznanie samego siebie."


   Każdy  z nas ma prawo do lęku, niepewności, gorszego samopoczucia, wspomnień i bolesnej przeszłości. Są one cieniem dla miłości, oddania, zaufania i wdzięczności, a im więcej światła, tym więcej ciemności.

 Udana i głęboka relacja partnerska wymaga, zatem pracy i zaangażowania obu stron. Zakochanie zawsze szybko mija, więc musimy naprawdę  starannie pielęgnować zasadzone w ogrodzie uczuć rośliny. Inaczej byle susza, wiatr, ulewa... i po ogrodzie.
Mylnie zakładamy również, że początkowo zaangażowany, rozumiejący i cierpliwie słuchający nas partner, już zawsze taki będzie. Nie jest to jednak możliwe, bo nikt nie jest doskonały.  On także ma swoje wspomnienia i demony. Oczekiwania zderzają się, więc z bolesną rzeczywistością.
Czy, tak nie jest, że przychodzi kolejna kłótnia małżeńska i choć wczoraj mieliśmy cudownego partnera, to dziś myślimy o rozwodzie.
Wczoraj troszczył się o nas, a dziś nie chce mieć z nami nic wspólnego. Nie poznajemy już w sobie tych, w których tak byliśmy zakochani. Rozglądamy się, więc za kimś, kto od nowa nas zachwyci i pokocha.

 Gdy nie zakorzenimy zaufania, intymności i akceptacji, pomimo popełnianych błędów, to naprawdę szybko rozejdziemy się w gniewie i urazie.

By pielęgnować nasze roślinki musimy, bowiem mieć odpowiednie narzędzia w postaci umiejętności komunikowania swoich potrzeb oraz  swobodnego wyrażania uczuć. Dodatkowo należy poznać potrzeby naszego partnera i wsłuchiwać się w rytm jego serca, by móc dać mu to, czego pragnie.

Miłość jest też sztuką akceptacji odmienności i niedoskonałości własnych oraz tego, którego kochamy. Wymaga szacunku dla jego przestrzeni i wolności oraz pracy nad własnymi emocjami.

Być w relacji, to jednocześnie poznać siebie, nauczyć się zarządzać własnymi emocjami, zharmonizować się i dopasować, tak, by nie naruszać emocjonalnego terytorium partnera, jednocześnie pozwalając mu na samorealizację.

Pierwszym krokiem na drodze do udanej relacji jest zamiana poczucia odpowiedzialności z to ty i przez Ciebie na to Ja i moje uczucia.  Niby proste.
Zamiast komunikatów:
Kochanie już nie mogę wytrzymać, gdy marudzisz i zrzędzisz.
-Ja czuję się wyczerpany i potrzebuję  trochę spokoju. Porozmawiajmy, kiedy indziej.

Już nie mogę z tobą, ciągle gdzieś się spieszysz.
- Nie lubię pośpiechu.

Dlaczego nie zrobisz, jak Ci każę.
- Kochanie zrób mi tak, a tak.

Przez Ciebie mam zły humor.
- Czasem twoje zachowanie powoduje, że się irytuję.

Zamiana odpowiedzialności, to jednocześnie zrozumienie, że to my sami tworzymy własne emocje i nimi zarządzamy. Jest jedyną drogą do miłości bezwarunkowej, czyli kochania pomimo zewnętrznych okoliczności- niezależnie od warunków. Uwalnia nas na zawsze od poczucia krzywdy i gromadzenia uraz, oczyszcza i  otwiera czakrę serca. Dzięki niej jesteśmy w roli kreatora, a nie,  zależnej ofiary. Wymaga jednak pracy i odpowiedzialności. Łatwiej winić innych, trudniej pracować ze swoimi błędami i niedoskonałościami.

Relacja z partnerem, to również nasza szansa na nauczenie się szacunku dla innych i oddzielania zachowań oraz cech od osoby, która nimi nie jest.
Nigdy nie powinniśmy, zatem mówić, że to partner jest przyczyną naszych emocji, a tylko komunikować, że niektóre jego zachowania wyzwalają w nas takie, a nie inne odczucia.

  Bezwzględnie musimy unikać negatywnych określeń odnoszących się do osoby, a nie do jej zachowań, np:

Jesteś podły, bo przez Ciebie...
Jesteś okrutny, bo…
Jesteś głupi…

Zamiast tego, możemy powiedzieć:
Źle czuję się, gdy ty…
Twoje zachowanie powoduje we mnie…
 Nie popieram twojego zdania na dany temat…
Odczuwam irytację, gdy ty...
Czuję się smutny, kiedy...

 Kobiety często nie potrafią mówić wprost o tym, co czują, a mężczyźni w ogóle unikają wyrażania uczuć.

Paradoksem jest to, że im bardziej kobieta pragnie swojego mężczyzny i jego uwagi, tym więcej nadaje komunikatów- to przez Ciebie i rani  tym partnera, powodując jego oddalanie się. Stąd:
 Kochanie przez Ciebie jestem taka samotna. Nie dbasz o mnie. Nie potrafisz mnie kochać. Tak na Ciebie czekałam. Nie mogę na tobie polegać.
Zawiodłam się na tobie. Jesteś nieczuły...

Oznacza zazwyczaj: pragnę więcej twojej uwagi, zaangażowania, czułości...

Odwrotnie mężczyzna, im bardziej zależy mu na akceptacji kobiety, tym mniej daje to po sobie poznać. Nie odzywa się lub wychodzi z domu.
 Znanym zjawiskiem jest to, że im bardziej mężczyzna pragnie kobiecej uwagi i akceptacji, tym większa jest jego obojętność- obrona przed utratą niezależności. Stąd:
Nie zawracaj mi głowy.
Nic mnie to nie obchodzi.
Nie będę z tobą rozmawiał.
Znowu wymyślasz.
Czego, ty chcesz?
Nie wiem, o co Ci chodzi!
Mam tego dosyć!
To niedorzeczne….

Oznacza zazwyczaj- nie wiem, czego oczekujesz ode mnie, pragnę dać Ci, wszystko, co najlepsze, ale nie wiem jak, czuję się niedoceniony…   

I tak brniemy do nikąd, a wszystkiemu winien brak komunikacji prawdziwych uczuć. Np: 
Tęsknię za tobą.
Pragnę twojej akceptacji.
Chcę więcej czułości.
 Proszę, wysłuchaj mnie.
Potrzebuję trochę przestrzeni.
Doceń mnie.
 Nie lubię, gdy mnie krytykujesz.
Daj mi więcej zaufania.

Nie potrafię zrozumieć twoich uczuć, powiedz mi, co czujesz!

Nie lubię, gdy...

 Czuję się szczęśliwy, gdy ty...

Kobiety muszą mieć świadomość, że mężczyzna nie domyśli się, co czują, tylko czeka na jasne komunikaty. Dlatego, jeśli skrywają swoje lęki i niepewności, a potem przy braku reakcji obwiniają go o swoje frustracje, to niszczą związek. Atak na kogoś i wpędzanie go w poczucie winy jest brakiem miłości.

Z drugiej strony, mężczyzna musi wiedzieć, że czasem zadając sam z siebie pytania o to, co czuje kobieta, okazuje jej zainteresowanie, a nie wścibskość, czy brak taktu. Obojętność ze strony mężczyzny oznacza dla kobiety właśnie brak uczuć i miłości. Choć nie posiada on sztuki czytania w myślach, a im bardziej potrzebuje kobiecego światła, to tym bardziej  pragnie się oddalać to, powinien stanąć w miejscu i zapytać. Inaczej, bowiem to partnerka, a nie on, pogrąży się w mroku.

Wiemy już, że mężczyźni nie lubią, gdy zadaje im się zbyt dużo pytań – oznacza to dla nich kontrolę. 
Kobiety odwrotnie- oznacza to dla nich zainteresowanie i troskę.

 Dla przykładu, pytania: o której wstajesz kochanie, co robisz po pracy, co Ci kupić, gdzie byłeś, co robiłeś…łaś? 
 Kobieta rozumie- on  troszczy się o mnie, jestem dla niego ważna.
  Mężczyzna- ona mnie szpieguje i  nie ma do mnie zaufania.

Mężczyźni mówią zazwyczaj, by przekazać jakieś informacje, a kobiety, by rozładować nadmiar uczuć.

Stąd mężczyźnie bardzo  trudno słuchać i rozumieć mówiące o swoich przeżyciach kobiety, a kobietom uwzględnić konieczność krótkich komunikatów.


 Dodatkowym utrudnieniem jest to, że kobiety dopiero wyrzucając z siebie potoki słów, dochodzą do meritum. Myśląc głośno znajdują odpowiedzi i określają sens tego, co tak naprawdę chcą przekazać. 

Odwrotnie mężczyzna. Kiedy myśli, to milczy. Szuka sensu  w ciszy i szykuje najwłaściwszą odpowiedź.  Gdy nie wie, co czuje, to milczy.

Stąd kobiety zarzucają im, że są nieczuli i nie wyrażają uczuć - nie okazują w słowach, jak bardzo je kochają. Panowie natomiast, irytują się bezsensownym mówieniem i określają kobiety,, głupimi" -po co na głos przyznawać się do tego, że nie wie się, o co chodzi? Ktoś, może to wykorzystać przeciwko nam. Gdy przeciwnik zna twoje słabe punkty, to jesteś przegrany...

Ona mówi, co myśli i czuje. On myśli, co czuje i co najlepiej powiedzieć.

Jak zatem kobiecie nadać komunikat, a mężczyźnie go odebrać. 
 Mężczyzna nie powinien brać do siebie kobiecych emocji, ani obwiniać się za spadki jej nastroju, uczucia niepewności, czy niezadowolenia.
 Kobieta musi, natomiast używać jasnych określeń -wprost, służących przekazaniu jej potrzeb oraz  unikać uogólnień: ty zawsze, wszystko, nigdy, nic….

Zamiast. 
  Ty i przez Ciebie, to - ja potrzebuję, ja proszę, ja czuję...

Ty nigdy nie pamiętasz o zakupach.
Ty mi nic nie dajesz…
Wszystko przez Ciebie..

To
 Kup mi...
Kochanie daj mi…
 Ja czuję…gdy ty… 

Proszę Cię, zrób dla mnie...
                                                                   
Mężczyzna  powinien również wiedzieć o tym, że kobieta jest jak fala. Gdy jej samopoczucie idzie w dół, to potem znowu samoczynnie powraca do wyjściowego poziomu. Stąd nie powinien, aż tak, martwić się jej nastrojami, tylko pozwolić jej odreagować  i wygadać się- po prostu poczekać, aż fala znowu się podniesie. To cykliczne falowanie, jest przecież odbiciem jego cyklu- oddalam się przybliżam. 
Jedyne, co może  w niektórych sytuacjach zrobić, to jej wysłuchać, używając zapewnień- rozumiem, tak, naprawdę, zapewne, acha, no tak......

Dlaczego, tak ważne jest komunikowanie własnych potrzeb i wyrażanie emocji?

Gdy nie komunikujemy emocji i uczuć  wprost, to po czasie mamy poczucie bycia niekochanym i może dojść do wyparcia oraz przeniesienia winy.

 
Niekiedy karzemy również partnera za niezrozumienie, w tym niedomyślanie  się tego, co czujemy obojętnością i brakiem uczuć. 
Udajemy, że nam  na nim już nie zależy i nie okazujemy mu ciepła oraz naszej uwagi.
 Wmawiamy również samemu  sobie - nie obchodzi mnie, co on robi i myśli, nie zależy mi na nim...

Skutkiem pozornej obojętności- wyparcia jest to, że partner też przestaje nas  kochać. Nie dajemy miłości, więc jej nie otrzymujemy.

 A skoro on  nas nie kocha, to jest winien- przeniesienie winy.

 Gdy udajemy przed samym sobą, że nam nie zależy, następstwem  jest to, że i partner przestaje się o nas starać. Czyli, na chwilę zmniejszamy nasz  dyskomfort i mamy poczucie emocjonalnej niezależności od jego uczuć, ale na dłuższą metę tracimy miłość oraz gromadzimy urazę do niewinnego i pragnącego nas kochać partnera.

 Mężczyźnie szczególnie trudno wyrazić głębokie i szczere uczucia. 

Gdy kobieta, której uznania pragnie, odrzuca go lub krytykuje, on  ucieka naprawdę daleko. Komunikowanie, o tym, że coś go rani jest wyzwaniem i przyznaniem się do słabości, lepiej, więc zaszyć się w jaskini i stwierdzić- nic mi do tego, mam święty spokój.

U kobiet, z kolei problemem jest przyznanie się do własnych potrzeb i proszenie mężczyzny o cokolwiek.

Czasem są, więc uległe kosztem siebie i swoich potrzeb.  Zamiast poprosić, robią  wszystko same. To jednak prowadzi do depresji i urazy- wszystko na mojej głowie, on nic dla mnie nie robi. Problemem jest oczekiwanie, że partner poczuje się do winy oraz obowiązku, przeprosi sam z siebie i jeszcze  zrobi, co należy.
Niestety skutek jest odwrotny, on nie przeprosi, bo zazwyczaj wypiera się winy, ani nie zgadnie, czego kobieta oczekuje.
Empatyczne kobiety mają, więc nierealne wymagania. 
Jak, inaczej skonstruowany emocjonalnie niż one partner, ma ,, czytać w  ich myślach" i przyznać się do nie zrobienia czegoś lub jeszcze za to coś przepraszać?
I tak, oto maleńkie, niezrobione coś powoduje wzajemne żale i  pretensje oraz prowadzi, krok po kroku, do niszczenia  związku.

 Ktoś, kiedyś żartobliwie stwierdził- Mężczyzna jest słoniem w świecie uczuć.  Wpuszczony do kobiecego wnętrza z delikatną, emocjonalną porcelaną, wiele potłucze…
Przepraszam was panowie, ale ja raczej widzę tu hipopotama. Gdy ma niezaspokojone pragnienia i biegnie do rzeki, by  je ugasić,  to po drodze niechcący może staranować kilka ptaszyn. Cóż,  w naturze  widać gołym okiem, jak inne mądre  zwierzęta uciekają, gdy nadchodzi...  

To, z pozoru potulne zwierzę, jest przecież  w okolicznościach ataku niezwykle agresywne. A słoń! Najwyżej machnie trąbą...

Ciąg dalszy nastąpi


Z cyklu On i ona. o konieczności komunikacji własnych uczuć i potrzeb cz. V Z cyklu On i ona. o konieczności komunikacji własnych uczuć i potrzeb cz. V Reviewed by Sięgnij do Natury on 12:10 Rating: 5

Brak komentarzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...