Z cyklu: On i ona. O roli kobiety w relacji partnerskiej.




 Kochani, pisałam wam już o różnicach pomiędzy kobietami i mężczyznami. O tym, jak inaczej wyrażamy siebie i jak odmienne  mamy potrzeby. 
Pomimo tych różnic myślę, że wszyscy pragniemy jednego- kochać i być w pełni kochanym.


Poszukujemy w partnerze potwierdzenia i wzmocnienia tego, jak jesteśmy piękni, wyjątkowi, ważni, jedyni ...





 Jest przecież naszym boskim zwierciadłem, a jego dusza pomaga nam się uzdrowić. Iść w kierunku bezwarunkowej oraz absolutnej miłości.
Wiąże się z tym sztuka  akceptacji  oraz brak krytyki ze strony partnera, a tego uczymy się przecież wszyscy przez całe życie.

Dlaczego piszę o roli kobiet?


 Bo drogie panie, nieustannie słyszę wasze skargi, narzekania, ocenianie, żale i pretensje dotyczące mężczyzn.
 Wiem, że bardzo cierpicie, będąc często  w procesie, który ja nazywam  pozbywaniem się 
,, złudzeń i  nierealnych oczekiwań" względem  partnera.
 Towarzyszy  temu   brak zrozumienia jego odmienności oraz rozczarowanie, a te prowadzą  nas  niechybnie do frustracji i urazy.
Przechodziłam ten proces dwa razy, więc  rozumiem, co czujecie.
 Zebrałam  również   bolesne  doświadczenia nieodwzajemnionego uczucia i współuzależnienia, dotyczące nałogu alkoholowego mężczyzny, którego bardzo kochałam.. 
 Też nie potrafiłam   w pełni wyjść mojemu partnerowi na przeciw, wydobyć z niego jego piękno, zaufać w pełni miłości, którą mogłam wnieść do jego życia i od niego otrzymać.
Wiem, jak boli brak zainteresowania, akceptacji, uwagi i miłości. 
 Paradoks polega na tym, że  im bardziej pragniemy mężczyzny, tym   bardziej on się oddala.
Miałam też za sobą traumatyczne przeżycia, rzutujące  na akceptację mojej kobiecości i poczucie bezpieczeństwa. 
 Oceniałam sytuację z pozycji - ja pragnę, ja potrzebuję,  a im więcej oczekiwań, tym więcej rozczarowań.


Dziś dziękuję z całego serca,, mojej niespełnionej miłości" za naukę akceptacji, pokory, wdzięczność i  głębsze uświadomienie, że jedyną osobą, od której mogę oczekiwać czegokolwiek jestem ja sama.
Wzrosła moja samoocena,  przeszłam proces odcięcia się od przeszłości i wybaczenia. Daję sobie sama więcej uwagi, wzmocnienia i szacunku dla własnej kobiecości. 
Wszyscy uczymy się na własnych błędach, bo nikt nie daje  nam przepisów dotyczących  trudnej sztuki kochania.  Każdy partner jest też przecież inny, niepowtarzalny i potrzebuje od nas indywidualnego podejścia.
Nie mniej zauważyć  możemy pewne, wspólne, związane z  męską, bądź  żeńską naturą  cechy  oraz zachowania.
My, kobiety jesteśmy bardziej ukierunkowane na  uczucia, a nasi mężczyźni na konkrety i działanie.
 Czuję też, że nasza energia jest inna.  Kobieca bardziej otwarta, wychodząca na przeciw, zmienna, trochę chaotyczna, twórca...
Jej  celem jest tworzenie od nowa, przełamywanie sztywnych struktur,  zmiękczanie, rozpraszanie na boki, stymulowanie ruchu do przodu...
Mięska jest  bardziej skoncentrowana ,,  w jednym punkcie", porządkuje rozproszenie, zwiera, utwardza, stabilizuje...
Jej celem jest zatrzymanie rozpędzonej i rozproszonej na boki  energii kobiety, wyciszenie ustabilizowanie...
Każdy ma w sobie oba pierwiastki, ale zależnie od płci przeważają  w nas jedne lub drugie.
 Dlatego tak się pragniemy, przyciągamy,  potrzebujemy, poszukujemy wciąż od nowa.
I tak, my panie zgodnie z naszą naturą więcej  mówimy, przeżywamy, ekscytujemy się, pragniemy,  doskonalimy  naszego partnera, wymagając, by stale  rozwijał się razem z nami, poszukujemy podniet i wrażeń, opartych  na  ,, synchronizacji z jego potrzebami ".  Niezwykle ważnym jet dla nas poczucie więzi i wspólnoty.
Jednym słowem, więcej  w nas  potrzeby dotyku, komunikacji  i twórczego chaosu.
 W miejsce  tego nasz mężczyzna pragnie więcej  wyciszenia, stabilizacji, niezależności, upewnienia się w tym, co robi, poczucia  bycia nam potrzebnym i docenionym za realne, namacalne działania. 
Gdy wraca  zmęczony do domu  po pracy, to  niechętnie słucha o naszych przeżyciach. Raczej  oczekuje  od nas pomocy w rozładowaniu napięć. Pragnie czułości, akceptacji, pieszczoty, na pewno nie kolejnych wymagań i komunikatów- zrób mi jeszcze to, jeszcze tamto, daj więcej, bo ty nigdy, to przez Ciebie... Już o tym pisałam.

Na początku bardzo się stara, wychodzi ku nam, nawet trochę wbrew swoje naturze.Słucha, podąża za nami i naszymi potrzebami, troszczy się, zabiega o  naszą uwagę. Mówimy- zdobywa i oswaja.  A nam w to graj.
Stąd, mylnie zakładamy, że już zawsze taki będzie, a  gdy  po czasie  powraca ku swojej naturze   wyciszenia,  zastoju, utwardzenia,  realnego działania, to mówimy, że zmienił się nie do poznania, tylko praca go obchodzi i materia. 
Stał się obojętny, nieczuły,  skoncentrowany tylko na sobie, nudny, pozbawiony ambicji... Różne słyszałam epitety.
Jesteśmy rozczarowane i zarazem zranione.
Padają gorzkie słowa. Nic już dla Ciebie nie znaczę, nie kochasz mnie,  nie interesujesz się mną, nie starasz o moje względy. Nie słyszę bowiem, tak mi potrzebnych słów potwierdzenia, jak mnie potrzebujesz, pragniesz, jak Ci na mnie  zależy  ...
 A przecież  krytyka ze strony partnerki jeszcze bardziej  zamyka, równie boleśnie zranionego i rozczarowanego partnera.

Oddala  od nas tym samym szansę  komunikacji  i czułego dotyku, niezbędnych dla podtrzymania relacji oraz  osiągnięcia wzajemnego zrozumienia, a co za tym idzie spełnienia i poczucia bycia kochanym.
Iluzją jest to, że skoro nasz partner nie mówi o uczuciach, to jest mniej wrażliwy, mniej pragnie miłości i akceptacji i nie przeżywa. A on po prostu jest inny.
Po czasie braku kompromisu i poszukiwania zrozumienia od nowa,  możemy usłyszeć- chcę rozwodu.
Dla mężczyzny, to wszystko jest, jak obuchem w łeb. 
Przecież się stara. Dba o dom, powraca ku niej. Kiedy może, to słucha, zabiega dla nich o materię.
 Tyle go to kosztowało- mówić jej ciepłe słowa, komunikować o swoich przeżyciach, być z nią, pomimo  danej mu od natury potrzeby niezależności, samowystarczalności i
 ,, świętego spokoju".
 A przecież nie łatwo mu mówić, wychodzić pierwszemu na przeciw, o kogoś zabiegać. 
On tego nie wyssał z mlekiem matki. Czuję się więc wykorzystany i oszukany tak, jak ona zawiedziona i zraniona pozornym brakiem uczuć. Konflikt potrzeb i możliwości.


Jemu przecież wystarczała obecność kobiety w domu i stabilizacja. Myślał, że i ona tego pragnie.


Przecież mieli udany seks, po co w kółko powtarzać, że jej pragnie, że jest piękna, 
atrakcyjna. Jak się żenił, to powiedział- raz, a dobrze- Kocham Cię. 
Powinno wystarczyć, przecież  ona wie...
 Jego czyny, o tym świadczą.
Dla niego mówienie ciepłych słów,  naprawdę  oznacza  trudne ,, przyznanie się do tego, że kogoś potrzebuje, a przecież jego naturą jest niezależność.
Mówiąc  o uczuciach staje się,  w przenośni nagi i bezbronny, pozbawiony pancerza dystansu, siły, samowystarczalności. Rozbraja się.
Wtedy łatwo go zranić, pokaleczyć, obniżyć poczucie wartości i  dotknąć jego emocjonalnej męskości.
 Trudno mu, tak jak jej,  powiedzieć na zawołanie czego chce, co czuje i czego pragnie.
 Pozorna obojętność,  mylnie rozumiana przez kobiety jako brak uczuć z jego strony, to jego podświadoma  obrona, dająca mu poczucie siły i bycia niedotykalnym.
Stąd również na każdy atak słowny komunikujący, że w czymś nie jest dość dobry lub zrobił coś  nie tak, reaguje wycofaniem się, urazą lub walką. Taka jego natura.
 Bronić się, obwarować, zbudować fortecę- nic mi do tego, wychodzę z domu, o co Ci chodzi, zwariowałaś...?
Nie po drodze mu  wtedy myśleć i zgadywać, czego ona pragnie, co powinien zmienić w swoich zachowaniach, by ją uszczęśliwić. Jest skoncentrowany na sobie, na swoim gniewie  i  jednocześnie doświadcza  bolesnego  braku  sprawczości.
 Coś mu się nie udało, ona jest niezadowolona, a tak pragnął ja uszczęśliwić.




 Dlaczego piszę o roli kobiety?

Bo, to my jesteśmy tą, która otrzymała w darze empatię z jednoczesną  potrzebą zabiegania o komunikację, łatwość rozumienia  cudzych potrzeb i wychodzenia im na przeciw. 
A często jest odwrotnie. My panie czekamy, że to mężczyzna pierwszy zrozumie, domyśli się, wyjdzie ku mam,  otworzy nas i siebie przy okazji, rozwiąże problemy, załagodzi konflikt i rozładuje tworzące się  napięcie...
 I tak możemy czekać w nieskończoność, dalej gromadząc mylne przekonanie, że mu na nas nie zależy i już nie warto być w relacji, z tak niezaangażowanym i nieczułym partnerem.
A  przecież, to my mamy zmiękczać, dopasować się do jego sztywności, wychodzić ku niemu  z akceptacją i miłością, a gdy na nią odpowie, choćby nawet gestem, docenić go i zachęcić do dalszych starań. To  my podtrzymujemy subtelną nić wzajemnego zrozumienia i poczucia współtworzenia. Mówimy nawet potocznie, że to kobieta tworzy dom, mężczyzna go tylko,, buduje". Ona dba o ciepło i atmosferę, on o materię.
Jesteśmy jednocześnie tą, która stwarza mężczyźnie bezpieczną  przestrzeń do komunikacji i nadaje jej ton bezwarunkowej akceptacji. 
W przenośni, uczy go, jak wyrażać się na zewnątrz. 
Prowadzi go  też za rękę w  nieznany mu świat jego  własnych  uczuć, oraz uczy  kobiecej zmysłowości, nieprzewidywalności i namiętności.

Mamy mu   równocześnie pomóc dalej rozwijać  się w sferze emocji i uczuć  Pokazać, jak po  męsku odszukać  w sobie wrażliwość, zaufanie  i jak  polegać na innych... 
To nasz dar, który uzdrawia partnera, przynosi mu ulgę, daje rozładowanie, stymuluje do rozwoju. 
On odwzajemnia nam się wzmocnieniem naszego poczucie bezpieczeństwa i siły, wydobywa  z nas zmysłowość, czułość i piękno. 
Pomaga w zdystansowaniu się do naszych emocji,   uporządkowaniu  nadmiaru uczuć,  ustabilizowaniu i złagodzeniu naszej zmienności.
 Wyhamowuje nas, kiedy pędzimy do przodu i wycisza.  Równoważy  i dopełnia 
 ,, doskonałym " chłodem, gdy za dużo w nas ognia i  twórczego chaosu.



    Dlatego, tak ważne jest wzajemne zrozumienie i akceptacja, bo im więcej kobieta daje akceptacji, tym więcej otrzyma męskiego zaangażowania. Im więcej ciepła i miękkości wniesie do relacji, tym więcej męskiej siły poczuje, bo  słowa kocham wymagają siły i odwagi. Na pewno nie są oznaką słabości. 
Oznaczają  raczej - jestem gotowy wyjść ku drugiej osobie, uczynić ją równie  ważną jak ja sam, podzielić się z nią  sobą.  Jestem pewien, że mam wiele do zaoferowania i że jestem godzien odwzajemnienia tego, co dałem. To wymaga wysokiego poczucia męskiej wartości, a mężczyzna  wzrasta, gdy czuje się potrzebny i wspaniały w oczach kobiety.
    Doceniony i lekko,, popychany'' naszą czułością, wychodzi rytmicznie ku nam ze swoimi uczuciami i cofa się. Pozwólmy mu być sobą i zachować swój rytm....




  














Z cyklu: On i ona. O roli kobiety w relacji partnerskiej.  Z cyklu: On i ona. O roli kobiety w relacji partnerskiej. Reviewed by Sięgnij do Natury on 04:00 Rating: 5

Brak komentarzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...