Relacja partnerska, jako szansa na głębsze samopoznanie




,, Ci, których  tu spotykamy, są  zawsze naszym lustrem - boskim zwierciadłem. Przeglądamy się w nich, by jeszcze głębiej poznać samych siebie. Tylko patrząc  oczyma miłości i samemu już kochając, na zewnątrz ujrzymy najczystszą miłość. Inaczej skazani jesteśmy na wewnętrzną tułaczkę w żalu, pretensjach, niedosycie i krzywdzie…”


 Nasze  życie jest  drogą,  na której  czasem potrzebujemy  zatrzymania  się w przestrzeni samotności, by ponownie  wejść do Źródła- Życia,  odnowić z nim więź, obmyć się, uzdrowić, a  dopiero potem podjąć się dalszego marszu z innymi. Wtedy też   mądrze i dojrzale odwzajemnimy daną nam  tu miłość, bez ocen, projekcji, wymagań oraz oczekiwań.

 Jesteśmy tu, bowiem wszyscy dla wspólnej nauki, wymiany przemyśleń oraz doświadczeń. Na nowo odkrywamy powrotną drogę do domu- serca wypełnionego jednością i miłością, oraz odzyskujemy kontakt z własną duszą.

By  przyjąć męską lub żeńską odmienność na zewnątrz, musimy  najpierw zintegrować w sobie oba pierwiastki. Każdy z nas jest, bowiem kreacją Boskości, wyrażającą się w obu aspektach: męskim i żeńskim. To nasza pełnia. Choć w zależności od płci, jeden z nich jest w przewadze, to wzajemnie kreują się w nas i dopełniają.

 Następnie musimy  nauczyć się głębokiej samoakceptacji i sztuki  ukochania siebie samego. Jednocześnie, dzięki światłu  głębszej świadomości, odbyć lekcję pokory, akceptacji  i wybaczania  oraz zmienić  kierunek patrzenia, opierając się na prawie Uniwersum, że świat zewnętrzny jest zawsze projekcją naszego wnętrza.


 Bez przejścia  indywidualnego  procesu samopoznania i zrównoważenia, możemy bowiem podświadome obciążyć  partnerów winą za nasze emocje, uczucia i doświadczenia.

 Rolą  innych jest przecież podświetlanie, wydobywanie z nas tego, co wymaga uzdrowienia (prawo lustra). To również dotyczy naszego partnera- partnerki.  Prowokują oni, zatem  w nas swoimi zachowaniami takie, a nie inne reakcje. Robią  to z miłości, choć czasem sami nie do końca świadomi są  ,, gry i bolesnej roli, która przypadła im  w udziale.

,,Tańczymy wspólnie taniec, którego celem jest usłyszenie głosu własnej duszy…"


 Zazwyczaj w partnerze cenimy to, co jest również w nas  samych - w tym i   nasze  zalety. To, co odmienne- inne, uważamy za negatywne i krytykujemy w partnerze i w innych, choć często, są to nieuświadomione jeszcze obszary nas samych. 

 Stworzony w naszym umyśle obraz partnera jest projekcją naszej podświadomości.
Również oczekiwania i wyobrażenia na temat relacji  ( często nierealne) mają głębokie powiązanie z całymi systemami naszych wierzeń, w tym odziedziczonych  po naszych przodkach, z  przekazami  medialnymi i  oraz kulturowymi  wzorcami.

 Wzajemny konflikt  i dyskomfort ujawniają nam, zatem skrywaną  głęboko w podświadomosci  prawdę- wzorce na życie, przekonania, obraz samego siebie...

 Również oddalając się od partnera lub odchodząc, widzimy  nagle w świecie 
( np. w relacjach z innymi lub kolejnym partnerem ), że  w naszym konflikcie nie  chodziło o niego tylko, a o nas samych ( nasze postawy, przekonania, zapisy).  

 Wszyscy, bowiem jesteśmy dla siebie LUSTREM. 

 Gdy czujemy się przez nich popychani, szturchani, atakowani, pobudzani w celu naszego dalszego rozwoju, bez uzyskania głębszego zrozumienia, czynimy  ich  zazwyczaj  winnymi naszych emocji i wypieramy prawdę, że to my jesteśmy pierwotną przyczyną zaistniałej sytuacji, a partnerzy są tylko lustrem- zewnętrzną projekcją naszych wewnętrznych przekonań o nas samych i otaczającym nas świecie.

 Podam kilka najprostszych przykładów:


Mamy wzorzec-  nie zasługuję na uwagę.
Partner może nas ignorować: zapominać o ważnych dla nas zdarzeniach, nie słuchać uważnie tego, co mówimy, nie spełniać naszych drobnych próśb...


 Mamy wzorzec- nie jestem dość dobry w tym, co robię- partner podkreśla nasze wady, krytykuje nas w towarzystwie, radzi i poucza...



 Mamy wzorzec- lęk przed samotnością. Partnera często nie ma w domu, zdradza nas, w  końcu odchodzi...



  Niestety, to czego boimy się i czemu dajemy uwagę, to wzmacniamy i przyciągamy ku sobie. I to w pierwszej kolejności.  


Potencjalne problemy

 Choć wszyscy bardzo pragniemy kochać i być kochani,  mogą  również  zalegać  w nas ukryte  krzywdy, żale oraz  emocje z poprzednich etapów życia. Najczęściej zgromadzone, gdy jako bezbronne dziecko, oczekując  bezwarunkowej miłości, byt mało jej otrzymaliśmy. Dziecko przecież podlega przecież prawu miłości zależnej i oczekującej, jest chłonne, pragnące i ufne. Wymaga uwagi oraz  przewodnictwa.
Gdy nasze potrzeby nie zostaną   prawidłowo zaspokojone, powstają owocne dla nas w skutkach deficyty. Możemy potem całe życie oczekiwać, że nasi  partnerzy dadzą nam bezwarunkową miłość, uleczą nas nią i wypełnią. Mamy wobec nich nierealne oczekiwania. A oni są tylko naszymi przewodnikami i najlepiej, jak potrafią, służą nam swoją pomocą- starają  się nas kochać, na tyle, na ile już  sami potrafią. Nie mają jednak mocy ,,uzdrawiania’’, bo miłość, pełnię i doskonałość możemy odnaleźć tylko w sobie. Wypływa ona z naszego wnętrza, nie na odwrót.


 Kto nie kocha siebie samego, nie może być pokochanym.


 Dopiero, gdy prawdziwie pokochamy i zaakceptujemy ( bez ocen ) samych siebie, zrozumiemy, że jesteśmy najczystszą esencją- emanacją Boskiego Źródła, wtedy jesteśmy gotowi, by pokochać i w pełni zaakceptować innych. 
Inaczej zawsze czujemy się niepełni i niespełnieni w relacji. Partner jest,  bowiem  zewnętrzną kreacją naszej wewnętrznej miłości ku sobie samym. Kocha nas na tyle, na ile umiłowaliśmy siebie samego.

Relacja partnerska, to nie tyko spotkanie mężczyzny i kobiety, ale ich matek i ojców, wraz z całymi rodami.

 W dorosłości nieświadomie  projektujemy  również na siebie oraz  na  partnerów  wzorce relacji naszych rodziców.  

 Wzorce i  miłość rodziców, to nas potencjał wyjściowy, zasób- ładunek na start,  ale   i ciężar, który należy powoli   przepracować  okresie dorosłości.  
 Jest jak podręcznik, który warto przeczytać, po części zastosować, a resztę puścić w niepamięć. Rodzice też uczą się na błędach. Dlatego im powinniśmy  wybaczyć  w pierwszej kolejności. 
To zazwyczaj rozpoczyna  nasze samouzdrowienie. Po części jesteśmy  przecież wszyscy swoją matką i swoim ojcem. Dali nam dar życia oraz taki, a nie inny potencjał startowy. Mało tego wybieramy prawdopodobnie takich rodziców, jakimi byliśmy  my sami w poprzednich wcieleniach.

Wybaczam i dziękuję, szanuję Cię, kimkolwiek jesteś.
 Uwalniam stare wzorce i idę ku światu po  nowe formy  miłości.


W miłosnym tańcu z innymi   jednocześnie zawsze oczyszczamy  nasze wielopokoleniowe obciążenia-  w wirze silnych  miłosnych doznań  widzimy i odczuwamy najwyraźniej samych siebie. Pragnienie równa się silny bodziec do wyjścia ze sfery komfortu.

Gdy tego prawidłowo nie zrobimy ( warto zwrócić się o pomoc do specjalistów, w tym psychoterapeutów) możemy  czuć nieuzasadniony opór i lęk przed nowym oraz bać się  zaangażowania w głębsze relacje partnerskie.

Nasze zapisy są wielopokoleniowym dziedzictwem przekonań naszych przodków. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, nieprzepracowane kreują nasz los.

 
 Dla przykładu:
 Wielu z nas  ma jeszcze zapisy z   okresu ,, wojny " .związane z bolesną utratą bliskich lub długotrwałą rozłąką.
Podświadomie boi się głębszego zaangażowania. W relacji  przejawi się to tym, że partner  może oddalać się od kobiety za każdym razem, gdy poczuje się zbyt ,,blisko".
Kobiety z tym zapisem, mogą wpadać w panikę za każdym razem, gdy tylko
 mężczyźni, zgodnie ze  swoją prawidłowością rozluźnią  relację - oddalą się na chwilę. Nie czują się wtedy bezpiecznie, ani kochane. Dodatkowo doszukują się winy zaistniałej sytuacji w samej sobie.

Miłość może, więc nieustannie splatać się z lękiem przed utratą bliskich, lękiem przed odrzuceniem, bólem, zranieniem, negatywnymi myślami na temat kobiet lub mężczyzn- każdy   z nas ma inne zapisy. Mało tego, są w nas żale, krzywdy i pretensje naszej matki dotyczące ojca lub odwrotnie. Wiem, bo sama prze wiele lat nieświadomie dźwigałam taki bagaż. Uczę się, więc na własnych błędach.

  Zatem cyklicznie, podświadomie  ,, prowokujemy "   napotkane osoby oraz sytuacje
 w tym równie jak my, bezbronnych i niczego nieświadomych partnerów, by podświetlali nam nasze, wymagające uzdrowienia- przekodowania zapisy. Tam - gdzie pojawia się  ból w ciele oraz  w  duszy,  tak wymagane jest od nas po raz kolejny  głębokie przepracowanie wzorców oraz ostateczne uwolnienie  starych emocji. Inaczej zalegają w pamięci komórkowej i  bezustannie rzutują na nasze  reakcje  TU i TERAZ. 
Emocje lubią, bowiem  być skrywane  latami. Nie chcemy  przecież  świadomie mierzyć się z nimi po raz kolejny. 

Jesteśmy tu  jednak, by zdobywać wiedzę o samym sobie i pobrać  naukę z morałem:

Tym, który powinien nas zawsze kochać i wspierać, jestem  ja sam. Inni nie są nam nic winni. Nie ma, zatem na zewnątrz ni kata, ni oprawcy…

Warto zatem pamiętać o tym, że  to,  co nas  spotyka  i boli, to  tylko forma ,, wykraczania poza  naszą   przeszłość”, impuls dla  wyzwolenia, by zostawić stare historie  i  nie  powielać  błędnych  schematów. Czasem jest to zadośćuczynienie innym, wyrządzonych im  przez nas  krzywd z poprzednich wcieleń.  Wybaczając im, wybaczamy samym sobie. Taki plan może mieć przecież nasza dusza nie widząca innej drogi,  by  nauczyć się wreszcie  żyć według  prawa. Co uczynię, będzie i  mi uczynione. Co dam, to otrzymam.

 Tylko zrozumienie i szczere wybaczenie sprawia, że to, co tu i teraz, nie  będzie  już cieniem  dawnej, urazy, czy krzywdy, a stanie się  nowym Światłem i czystą kartą.
 W tym kontekście, każda obecna sytuacja, choćby nie winem jak  trudna i bolesna, uczy nas  wyboru  MIŁOŚCI  Służy również, jako bodziec do wzmacnia poczucia wartości, zmiany przekonań i głębszego poznania samego siebie. Jest, zatem cudowną lekcją, że zawsze mamy wolny wybór i decydujemy o tym, co zrobimy z zaistniałą sytuacją. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje reakcje i kreację własnego życia.  Przy tym podejściu,  równocześnie nasz partner staje się wolny od naszych projekcji i krzywd.

 Wiem,  trudno nam czasem  zrozumieć tą wzajemną grę, a następnie wybaczyć,  na nowo okazując   zaufanie,  szacunek oraz wdzięczność. 
 Ale to, co damy, to otrzymamy. Tak funkcjonuje dualny wszechświat. Bez powyższych, schemat nieudanych, niepełnych relacji powtarzać się będzie, aż do skutku. Nie pomoże nam ni zmiana partnera, ni miejsca. Zawsze, bowiem przyciągamy tych, kim sami jesteśmy lub czym emanujemy. Nic innego, bowiem nie wejdzie z nami w rezonans ( uniwersalne prawo rezonansu).
Może być również  tak, że partner pomimo pozornej odrębności, niesie podobne jak my krzywdy i zapisy lub po prostu jego dusza umówiła się z nami, co do roli, jaką ma  względem nas  odegrać (  wydobyć z nas nasze krzywdy, pomagając tym samym w uzdrowieniu).


Partner  i  my  jesteśmy dla siebie   unikatowym DAREM- nauczycielami własnej miłości.

 Jeśli mamy niedobór  własnej miłości i wyobrażenie braku, partner  go  tylko spotęguje.

Mało tego- podobne przyciąga podobne, a więc dwie samotne, niepełne istoty  przyciągają się i oczekują  od  siebie wzajemnie  uzdrowienia.
 W przenośni pusty dzban poszukuje wody, w drugim w pustym dzbanie, a z pustego i Salomon nie naleje.

 Tu nie ma drogi na skróty. Najpierw musimy poszukać miłości w sobie, poczuć się pełni, czyli paradoksalnie uwolnić się od pragnienia zewnętrznej  miłości, dopiero znajdziemy ją na zewnątrz. Damy samemu sobie miłość, a   następnie podzielimy się nią   z partnerem.  Podzielimy się, ale nie będziemy oczekiwać i osądzać.

Warto w tym celu  stosować afirmację -  szanuję siebie, wspieram siebie  kocham siebie.



Potrzeba samotności 

  W procesie samopoznania  potrzebna jest nam przestrzeń  dla ponownego pokochania samego siebie. Stąd obecnie tak  wielu z nas, oddala się od swoich partnerów, a nawet kończy relację, w której nie czują się szczęśliwymi .  Nie wolno nikogo winić.
Wszyscy jesteśmy teraz  w drodze ponownego połączenia się  samym sobą.

Inaczej, bez tej równowagi, bez rytmu- wspólnego i indywidualnego  doświadczania  trudno nam  wędrować, a wyruszywszy w  świat, cokolwiek wartościowego dać i otrzymać.

Mówimy - miłość jest ślepa. Ale to nie prawda, bowiem to właśnie ona niesie nam najpiękniejsze i najczystsze światło.

Pomocne może być dla nas również zrozumienie, że partnerzy, tak jak my, mają swój cień.   I to właśnie on,  naprzemiennie z ich wewnętrznym światłem, może być odbiciem  niesionej ku nim miłości.  
Dadzą nam, zatem  nieświadomie  cały wachlarz doznań i emocji. Doświadczymy za ich sprawą udręki i ekstazy, bliskości i samotności, spełnienia oczekiwań, jak  i głębokiego rozczarowania.

 Przestrzeń samotności, której tak pragną i potrzebują jest,  zatem miejscem gdzie pragną rozświetlenia i konfrontacji z własnymi cieniami ( samouzdrowienia).   Świadomie nie chcą nas ranić. 

Ta przestrzeń jest również warunkiem udanej relacji.  Tak naprawdę, tylko w oddaleniu możemy się uzdrowić z najgłebszych ran. Inaczej mogą nas blokować mechanizmy : wyparcia, przeniesienia winy, odwracania uwagi.

Dla przykładu:

 W nieprzerwanej oddaleniem się bliskości, to partner może  być zawsze  winnym naszego cierpienia, czyli nie bierzemy pełnej  odpowiedzialności za swoje emocje i uczucia.

Zamiast koncentracji na sobie i swoich potrzebach, koncentrujemy się nieustannie na potrzebach partnera, gromadząc następnie uczucia bycia wykorzystanym.

Wzajemne przenikanie się partnerów zamazuje nam obraz nas samych i naszych przekonań oraz wierzeń, szczególnie tych wymagających uzdrowienia. Tracimy własną tożsamość...

 Procesy każdego z nas  mają swój  odrębny  rytm, nasilenie, miejsce  oraz czas. U niektórych dotyczą kilku osobistych obszarów, w tym zdrowotnych, zawodowych, rodzinnych, u innych są tylko wzmocnieniem przepracowanych już lekcji.
 Zawsze   konieczny jest, więc głęboki szacunek i   zrozumienie, że każdy ma inny rytm. Ważna jest również wdzięczność, czyli  by bez urazy  i gniewu,  podziękowanie partnerowi za danie nam szansy na uzyskanie głębszego wglądu.
 To  jest najpiękniejsze, że inaczej rozwijamy się my kobiety, a inaczej mężczyźni. Kobiety pomagają otwierać serca, a mężczyźni harmonizować się, wyciszać i uziemiać.
 Kiedy partnerzy przechodzą procesy saouzdrowienia ( lub terapii) następuje  w nich zazwyczaj  piękna zmiana. Kobiety bez lęku przed osamotnieniem, na nowo ufając męskiej sile i  miłości,  pozwalają swoim  partnerom  w wolności ( a nawet oddaleniu)  dokonywać koniecznych dla nich  zmian. Mężczyźni  już nie  oceniają i nie umniejszają kobiet, by poczuć się silnymi i niezależnymi. Nabierają głębokiego szacunku i zrozumienia dla żeńskiej odrębności.


U partnerów, którzy konfrontują sie z samym sobą  rodzi  się  głęboki szacunek oraz  znikają   lęki przed  nową,   głębszą intymnością. Jednocześnie zaufanie pozwala na cykliczne  odrywanie się od siebie, by być  równolegle we własnej  pięknej i niezależnej od innych  przestrzeni miłości.  Przywrócony zostaje prawidłowy cykl łączenia się i oddzielania.


  W procesie samopoznania, a następnie tworzenia udanych relacji partnerskich warto jest określić i uszanować wzajemnie następujące prawa:

Prawo do kreacji

Uczę się kreować i niezależnie od innych  kontroluję swoje  myśli  oraz reakcje. Opieram je na zrozumieniu i komunikacji. Wypowiadam przed sobą i przed światem, co czuję  i czego  pragnę. Określam teraz swoje potrzeby – swobodnie i bez lęku.

Tworzę nowe, bez poczucia winy.  Komunikuję innym i uważnie słucham o ich potrzebach. 


Gdy milczymy, to ani partner, ani świat, nie udzielą nam nigdy odpowiedzi,  lub dadzą taka, która jest tylko ich  wyborem i preferencją.


Prawo do odmowy

 Ci , których proszę, już nie muszą mi wszystkiego  dawać. Mają wolny wybór. Ja też zawsze mogę odmówić. Sam potrafię zdobywać (  bez konieczności udziału partnera) to,  o czym zamarzę. Jeśli otrzymuję od niego  pomoc, to jako dar, a nie należność.

Zdrowy egoizm

 Robię dla partnera tyle, ile czuję, że mogę. Mam własną przestrzeń do  bycia szczęśliwym. Nie poświęcam się, ani nie oczekuję od innych poświęcania.
 Gdy  zaistnieje taka konieczność,  to świadomie ochronię samego siebie. Nauczę się doboru innych dla nawiązywania  dłuższych,  głębszej relacji. Nie mam już wzorca poczucia winy ani ofiary. Nie jestem też niczyim katem.

Prawo do prawdy

Jestem szczery. Kłamstwa innych, to już teraz tylko antyteza dla mojej prawdy. Nie wszyscy, bowiem są już w prawdzie. Nie mi ich oceniać. Dziękuję im i  poznaję siebie w paradoksie-  kłamstwo  jest obszarem do poznania nowej prawdy.
Wkrótce spotykam tych, którzy  będą  względem mnie szczerzy –  co dam, to otrzymam.
 Zasiewam ziarno ufności i czekam na plony. 

Czasem potrzeba poczekać, by na zewnątrz ujrzeć odbicie  swojej nowej postawy. 

 Prawo do zmiany  

To,  co doświadczam i przerabiam, to moja przestrzeń do zmiany siebie, a nie innych. Idę, więc radośnie, przekraczając z ufnością stare mosty na rzece prowadzącej mnie ku innym. Nie urabiam nikogo, nie oczekuję  też  ich zmiany. Nie odnoszę zawodów i nie gromadzę dalszej urazy oraz gniewu. Rozwijam siebie oraz zmieniam swój sposób podejścia i patrzenia na innych.

 Prawo rytmu

Raz daję- raz otrzymuję. Raz dzielę się z innymi, a raz mam dane tylko sobie. Ufam i mam prawo do dziecięcego otwarcia. Raz otrzymuję jako dorosły, a raz jako ufne dziecko.
 Nie muszę starać się o miłość- otrzymuję ją, bo istnieję.

Prawo do samostanowienia

 Wiem już, kim chcę być i kim jestem. Mówię i przeżywam po swojemu.
 Widzę siebie oczyma miłości. Tak też postrzegam innych. Gdy ruszam w obszary zmian, to po to, by wzmacniać siebie i  innych, potwierdzać nową tożsamość  w ich odbiciu i  odwzajemnić im, daną mi miłość.

Tam gdzie jestem, czuję wewnętrzne i zewnętrzna wsparcie oraz własne przewodnictwo.


Gdy poczuję się w pełni  godzien miłości, to swobodnie  puszczę stare wzorce


 Daję sobie czas i akceptację każdego etapu mojego procesu. Niczego na siłę nie przyspieszam. Wzrastam powoli, by zapuścić silne korzenie. Daję też czas i ufność mojemu partnerowi. Wiem, że każdy ma swój rytm.







To warto obejżeć
Relacja partnerska, jako szansa na głębsze samopoznanie  Relacja partnerska, jako szansa na głębsze samopoznanie Reviewed by Sięgnij do Natury on 12:57 Rating: 5

Brak komentarzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...