Indywidualna droga


Kochani moi. Pisząc dla was  zawsze staram  się opierać na własnych doświadczeniach i przemyśleniach. Dziś moje myśli krążą wokół  bardzo szerokiego  tematu  tzw. zapisów - programów mentalnych odziedziczonych po naszych  przodkach. Mają one bowiem  istotny wpływ na nasze bieżące  samopoczucie, a nawet na najważniejsze wybory życiowe.

 Pierwsze, co pragnę zaznaczyć to to. iż wszyscy  jesteśmy niepowtarzalnymi, duchowymi istotami i nasze ziemskie podróże- wcielenia, dla każdego  mają inny przebieg  i niosą inne lekcje-doświadczenia.

 Wszyscy mamy też  indywidualne   ,, zapisy  rodowe  i uwarunkowania  karmiczne "  konieczne do przepracowania. 
Ogólnie i najprościej ujmując  związane z naszymi poprzednimi wcieleniami, jak i rodziną, którą sobie wybieramy. To  właśnie one w dużej mierze kreują nasze obecne  doświadczenia,  wpływając nie tylko na  myśli, wybór partnerów,  ale i  reakcje emocjonalne... Część z nich jest głęboko zapisana w komórkowej pamięci emocjonalnej.

 Są też  po części wyznacznikiem tempa  naszego duchowego rozwoju, wkomponowanego w plan naszej duszy.

 Moim zdaniem, co wielokrotnie podkreślam, wszystkie zewnętrzne wydarzenia,  są zawsze odpowiedzią na to, co niesiemy w swoim wnętrzu- tzw.  lustrem  ukazującym  nam  to, co powinniśmy zaakceptować lub przepracować dla bycia w  lepszym komforcie z samym sobą lub, jak kto woli, w stanie szczęścia.  Po to tu  przecież między innymi  przychodzimy.
Ponieważ bycie szczęśliwym dla każdego  z nas   ma inne znaczenie, to wszyscy najlepiej, jak tylko na dany moment potrafimy usiłujemy  stworzyć sobie własny, niepowtarzalny  scenariusz na  udane  i spełnione życie. 

W tym  celu, tuż przed reinkarnacją wybieramy sobie najlepsze  środki do jego  realizacji.
Dla przykładu, odpowiednią  rodzinę i  związane z nią programy- zapisy, ciało, płeć, miejsce i  dokładny  czas przyjścia … będące jednocześnie  transferem do poszerzania naszej  świadomości.


Następnie kreujemy  swoją  życiową drogę  wykorzystując  takie, a nie inne rekwizyty oraz przyciągając takich, a nie innych  aktorów, koniecznych nam do realizacji naszego najpiękniejszego spektaklu, zwanego życiem. Oczywiście, to my gramy w nim główną rolę, a przynajmniej powinniśmy. Porównując życie go spektaklu, nie mam na celu umniejszania jego rangi, tylko podkreślenie  wartości ofiarowanego  nam daru bycia  jego niezależnym reżyserem i kreatorem, z czego zrozumieniem i przyjęciem w pełni,  mamy często największy problem. Usiłujemy, bowiem  w większości kierować innymi i zewnętrznymi zdarzeniami, w miejsce przejęcia kontroli nad swoimi myślami i reakcjami. A jak ktoś pięknie powiedział, jedyne na co mamy wpływ, to nasza reakcja i to, co zadziewa  w  naszym umyśle i sercu ...

 Jest to przecież  kij o dwóch końcach. Z jednej strony mamy, bowiem   moc kreatora i wolną wolę, z drugiej, ciąży na nas konieczność  wzięcia  pełnej  odpowiedzialności  za wszystko  to, czego tu  doświadczamy- wykreujemy.   Dodatkowo wszystko toczy się w czasie i ma wiele ukrytych, podświadomych  uwarunkowań, a jako reżyser chcemy przecież   widzieć   powiązania  pomiędzy  napisanym wcześniej scenariuszem, a  końcowym efektem dzieła.
 Brak świadomości może, bowiem  równać się dla nas cierpieniem.

   Uniwersalnym jest to, iż tu na Ziemi  wszyscy  podlegamy prawu przyczyny i skutku, więc w przenośni, każdego z nas dotyczą te same reguły gry. Nie da się tego  ani ominąć, ni zbagatelizować.

 Jeśli postępujemy inaczej, będziemy wręcz,, zmuszani""  przez naszą duszę  do akceptacji tego  faktu, poprzez zewnętrzną manifestację  Uniwersalnych PRAW. Często ma to miejsce w  w postaci  bardzo  bolesnych dla nas wydarzeń, określanych potocznie,  jako ból i  cierpienie.
  Piszę o tym dlatego, że ostatnio sama sobie  zadawałam pytanie związane ze śmiercią mojej babci - dlaczego ktoś  tak dobry jak ona, tak bardzo cierpi.

Pamiętajmy jednak,  że  gra toczy się tu w kontinuum czasowym i skutki naszych poczynań mogą być bardzo odległe w czasie. To właśnie rodzi   nasze potencjalne i rzeczywiste  problemy.
  Na pierwszy rzut oka, możemy  bowiem nie  widzieć  powiązań pomiędzy powstającymi w dzieciństwie   przekonaniami, a wydarzeniami z dorosłości.  Jednocześnie    nie rozumiejąc ich  głębszego  sensu  zawzięcie   upierać  się nad brakiem sprawiedliwości, doświadczać lęków lub przyciągać sobie nieodpowiednich partnerów. Następnie  wskazywać innych winnymi swoich  niepowodzeń,  bać  się życia lub mieć zaniżoną samoocenę.

Dla przykładu, moja babcia,  już jako dziecko  straciła rodziców. Osierocona przeżyła wojnę, okres głodu, liczne stresy związane z chorobami swoimi  i  męża, w tym gruźlicę...
W okresie starości miała bardzo silne lęki, bała się być sama,  nieustannie wspominała wojnę i wracała do dzieciństwa, gubiąc się w teraźniejszej  rzeczywistości. Straciła też pamięć i nie poznawała  już swoich najbliższych, choć sercem wyczuwała  obecność tych, którzy ją kochają.

Wracając do tematu, nasze głęboko ukryte  lęki i przekonania mogą też sprawić, że  na długo  utkwimy w  programach  bycia ofiarą losu, cierpiętnikiem, czy  męczennikiem.
 W tej roli głównej  podświadomie   dobieramy sobie- przyciągamy do naszego życia określonych  aktorów, czyli tych, którzy będą nas wyzyskiwać, krzywdzić, prześladować…

 Jednocześnie bardzo sprytnie, a zarazem ,,   nieświadomie” robimy uniki i  nie bierzemy  pełnej odpowiedzialności za własne  życie, czyli  tkwimy w pozornie  wygodnych,  starych schematach  zachowań wynikających z zakodowanych wcześniej przekonań  np : to inni i zły los  są winni, życie jest cierpieniem, niczego nie można być pewnym, ludzie są okrutni i wiele innych.
 Stoją też za tym często  zasłyszane w  dzieciństwie komunikaty:  nie jesteś dość dobry, nie poradzisz sobie, nie wychylaj się, nie zasługujesz na dobrobyt, nikt ci nie pomoże…

Niestety, jak mówi mądre powiedzenie, co się odwlecze, to nie uciecze.  Skutek  nieprzepracowanych przekonań zamanifestuje się, czy tego sobie życzymy, czy nie i  może  być naprawdę bolesny.
 Prawo odpowiedzialności  jest przecież  prawem Uniwersalnym i Niezmiennym. Zasiany  plon zawsze jest odbiciem rzuconego w glebę ziarna i tego, jak je pielęgnujemy.

 I tak, skoro wierzymy w brak niesprawiedliwości i podświadomie chcemy być ofiarą,  to tak właśnie   będzie, aż do skutku, choćbyśmy nie wiem jak  świadomie   starali się, by było inaczej. Skutek, czyli  wzięcie odpowiedzialności  za swoje życie, wymaga  bowiem od nas bycia świadomym  niesłużących nam przekonań,  a te są często  naprawdę bardzo głęboko  ukryte  i zakodowane. Stąd  też  i w większości  nasze problemy oraz nieszczęścia.

 Świadomie chcemy być   w komforcie i mieć moc sprawczą  bycia szczęśliwym,  z drugiej strony   podświadomie  boimy się być w pełni  odpowiedzialnymi   i tkwimy w  niemocy sprawczej, odgrywając rolę tzw. ofiary.
To dla każdego złożona, nieporównywalna z niczyją inną,  dwupoziomowa  lekcja rozgrywająca się  i na planie  duszy jak i  na planie fizycznym.
  Dla przykładu  to, co w  zewnętrznej człowieczej  manifestacji objawia się  jako  powtarzające się cyklicznie niekomfortowe  wydarzenia np. związki z toksycznymi partnerami,  czy choroby, z poziomu duchowego,  nie jest wcale cierpieniem tylko  najlepszym nauczycielem, posłańcem  najwyższej mądrości.  Czasem, bowiem tylko tak możemy się w końcu przebudzić.
 Inaczej taniec naszego ducha i człowieczej manifestacji nie będzie dla nas wyjątkową przygodą tylko pasmem nieszczęść.

 Przyjrzyjmy się jeszcze chwilę temu,   jak   na ziemskim planie cierpimy, a  na duchowym uczymy się i odrabiamy  lekcję  np.  tą  dotyczącą prawa- co dam, to otrzymam.

 Dla przykładu niech posłuży nam  lekcja sprawiedliwości i wyrównania rachunków z poprzednich wcieleń  w manifestacji związku  kat – ofiara.

  Możemy tu założyć, że ziemska ofiara, choć  pozornie bardzo cierpi, sama była  w poprzednim wcieleniu w roli kata i teraz ,,oddaje”-  wyrównuje  poprzez  doświadczane cierpienie swoje  zaległe winy. Kat jest tylko umówionym z nią na planie  duchowym  aktorem i służy jej pomocą. Często sam był czyjąś  ofiarą i powtarza jakiś nieuświadomiony wewnętrznie  cykl.

  I tak,   potencjalna ofiara nie  rozumiejąc skąd pochodzi ,,niesprawiedliwość,  jako dziecko lub osoba dorosła,  przechodzi  wiele bolesnych doświadczeń np. ma męża alkoholika lub jest wykorzystywana seksualnie. W przenośni musi, więc  cierpieć  aż do skutku, czyli do znalezienia odpowiedzi na pytania  o to, jaki  głębszy sens ma jej obecne wcielenie. Jednoczenie może też mieć wzorce niskiej wartości i nie kochać siebie samej.
 Podświadomie poszukuje  zatem tych, którzy   potwierdzą jej  to, w co wierzy np.  w postaci jej   złego traktowania i braku szacunku- czyli  sama przyciąga kata.

   Zazwyczaj gra toczy się aż  do momentu,  gdy z  poziomu duszy  w miejsce człowieczej zawiści i żalu, przyjdą szczere wybaczenie sobie i innym.
 Dlaczego z poziomu duszy?  Bo dopiero spojrzenie z szerszej perspektywy ukazuje  nam  prawdziwy sens okrutnych i bolesnych dla nas wydarzeń.   Z poziomu ziemskiego widoczna  jest zazwyczaj tylko nasza obecna niesprawiedliwość i bezprzyczynowe  okrucieństwo kata.
Poszerzenie świadomości i uwolnienie, następuje tu  zatem, jako wynik cierpienia. Ofiara oddaje, to, co sama uczyniła i staje sie wolna.
 Inaczej bez głębszego zrozumienia, krąg się zamyka i ofiara  cyklicznie znajduje  sobie nowych oprawców.

 Drugi przykład tzw. nieuleczalnej choroby. Załóżmy, że osoba chora na raka ma jednocześnie  program męczennika. Sama, więc   podświadomie wymierza sobie karę w postaci  fizycznych dolegliwości. W zewnętrznej manifestacji  nie dba o   swoje ciało, ani  o umysł np. umniejszając ich znaczenie,  źle się odżywiająco i winiąc innych za niepowodzenia życiowe.  Krytykuje też często siebie samą i negatywnie ocenia swoje osiągnięcia- ukryty  w podświadomości program autoagresji.  

Jako męczennik nie uznaje też  prawa do komfortu życiowego, więc odmawia sobie radości życia  jednocześnie poświęcając  się dla innych.
Następnie podświadomie  oczekuje zapłaty, czyli łamie prawo wolnej woli innych.
  Niestety, wobec planu duszy  w miejsce nagrody   spotyka ją tylko  kolejna
konsekwencja  braku życiowej równowagi- nie dbasz o własną energią, masz jej brak, czego objawem w ciele będzie  narastający dalej nowotwór lub też inna choroba.
Jednocześnie  wraz z toksynami fizycznym może  gromadzić i rozpamiętywać urazy z dzieciństwa, mieć  pretensje do rodziców,  partnerów lub obwiniać siebie samego.

 Tak poważne choroby jak rak, opierają się na całej matrycy błędnych zachowań i przekonań. Są posłańcem duszy i wbrew powszechnej opinii ogromną szansą na zmianę lub jak kto woli przebudzenie duchowe.

 Zazwyczaj  gra, toczy się aż do skutku, czyli do czasu,  kiedy w głębokim  cierpieniu  osoba zaczyna   konsekwentnie dbać o swoje ciało, poświęcać  czas na medytacje lub głębsze  przemyślenie, dostrzega własną wartość i wartość ofiarowanego jej życia.
 Zmienia też schematy postępowania, przestaje usługiwać innym, wybacza   dawne krzywdy i urazy.

Zdrowieje, a  my widzimy, jak dusza poprzez cierpienie ofiarowała jej dar nowego zrozumienia i pokochania samej siebie. Inaczej choroba rozprzestrzenia się.

 Dlaczego  dziś o tym piszę. Bo sama  odziedziczyłam wzorce niskiego poczucia wartości oraz męczennictwa i  naprawdę  wiele muszę  się napracować nad zmianą przekonań. Do tego dzieciństwo spędzałam w większości z   ukochana babcią i  osłuchałam się wojennych opowieści, jak i innych rodzinnych tragedii. Gdy umierała i po udarze leżała sparaliżowana, czułam  z nią  nie tylko emocjonalne ale i fizyczne  połączenie.W momencie jej śmierci -wyzwolenia czułam ogromne szczęście i niewypowiedzianą ulgę. Bałam sie uczestniczyć w tzw.  nabożeństwie pogrzebowym, bo odczuwałam tylko miłość, radość i ogromną wdzięczność za jej  wyjątkową obecność w naszym życiu.

 Jednocześnie  w mojej rodzicie pojawia się teraz nowa dusza i zastanawiam się,  na ile  już   udało mi się   już oczyścić rodowe zapisy  i czy  będzie ona  miała mniej obciążeń.

 Jak wszyscy   nieustannie uczę  się  też akceptacji  tego, iż każda  świetlista  droga ma  równie   bolesne i  ciemne zakamarki.
Wszystko dąży do równowagi,  wiec  i duch harmonizuje się z materią tylko poprzez ruch i taniec. Wyczuwam  zatem  cykliczny rytm-  znajduję odpowiedź, czyli coś kreuję w umyśle, a dopiero  wraz z upływem dłuższego  czasu obserwuję   podążające za świadomością zewnętrzne zmiany. Myślę, że tak  mamy w większości. 
Idziemy nieustannie do przodu, zawracamy i powtarzamy dane lekcje, ruszamy dalej…  Jakbyśmy byli uwięzieni  w spiralnie wznoszącym się kole.

Każdy ma, więc swój  indywidualny rytm, swoje doliny i wzgórza, cienie i słoneczne, kwieciste polany.
   Jak ktoś ostatnio powiedział- Niech wiedzie nas  zatem nadzieja.
Gdy idziemy w mroku, pamiętajmy o tym, że wszystko przemija. Jest tylko kolejną lekcją. Gdy stoimy w świetle, to  rozkoszujmy się nim, chłońmy zapachy, doświadczajmy wiatru…
Po prostu tańczmy. Nie wiemy przecież, co czeka na nas  za rogiem.

 Bo choć dusza wie, to  prowadzi nas  bardzo cierpliwie i powoli. Bądźmy  jej, zatem  za wszystko  wdzięczni i szeroko otwierajmy oczy. Pamiętajmy też,  że  wszystkie odpowiedzi są już dla nas, więc spodziewajmy się najlepszego. Sami to przecież zaplanowaliśmy. 
Indywidualna droga  Indywidualna droga Reviewed by Sięgnij do Natury on 02:56 Rating: 5

Brak komentarzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...